poniedziałek, 24 lipca 2017

KIKO TOP COAT

Pierwszy raz zetknęłam się z Kiko Milano w upalnych jak diabli Włoszech. Nie potrzebowałam nic do makijażu, ponieważ ten spływał ze mnie od razu po nałożeniu, a w lecie nie ma nic lepszego nad zimny prysznic, pod którym chciałoby się spędzić cały dzień! Wtedy kupiłam tylko miętowy lakier do paznokci, który (jak się później okazało) jest wegański.

Dla mnie jest to odpowiednik naszego Inglota - nie za drogo, niezbyt tanio, świetna jakość. 

Kilka tygodni temu sklep Kiko otworzył się na głównej handlowej w Edynburgu i od razu zaczęli od obniżek cenowych. Ale po raz kolejny nic za bardzo mnie nie zachęciło do kupna. Poza lakierami! Firma zmieniła buteleczki i teraz mają one solidną, pękatą i srebrną zatyczkę, która zabezpiecza przed otwarciem. Ową zatyczkę trzeba ściągnąć z trzonka.



Kupiłam top coat, ponieważ teraz jest to mój niezbędnik do malowania paznokci. Ma nadawać efekt żelowy na paznokciach, ale jest to po prostu zwykła cienka i utrwalająca kolorowy lakier warstewka.

Na oklaski zasługuje natomiast pędzelek - największy grubas wśród pędzli. Ponoć ma 1000 włosków i jestem w stanie w to uwierzyć. Jedno pociągnięcie nim wystarczy, żeby pokryć małą płytkę paznokciową, jeśli wasza jest wyjątkowo wąska to zastanowiłabym się mocno nad kupnem.

Przyspiesza wysychanie, ale mimo wszystko trzeba mu dać jakieś 20 min. Zadowolona jestem z trwałości. Myślę, że godny zastępca Seche Vite (dopóki Logical Harmony nie napisze, że jest ok to nikt im nie uwierzy). 

Seche Vite - gdy utwardzałam nim lakier w niedzielę to w czwartek już chciałam zmyć ponieważ na końcówkach paznokci robiły się już małe, widoczne tylko dla mnie kraki. Kiko daje radę od niedzieli do środy dla porównania. Zaznaczam, że paznokcie mam długie i często myję naczynia i codziennie biorę prysznic. Jeślibym tylko leżała i pachniała to lakier nie odpryskiwałby wcale!

O dziwo Kiko Gel Effect ładnie pachnie, nie jak typowy lakier (który to zapach zresztą bardzo lubię). Wyczuwam nutkę sztucznego olejku migdałowego do ciast. Polecam Wam very bardzo! :)

---------------------------
NA BANI BROCKEN

poniedziałek, 17 lipca 2017

PIXI

Zupełnym przypadkiem znalazłam stacjonarnie szafę z kosmetykami amerykańskiej firmy Pixi (nie mylcie z polską marką Pixie Cosmetics) - w UK szukajcie jej w sieci Marks&Spencer

Opakowania Pixi to głównie fantastyczny, jasnozielony kolor - nareszcie coś innego niż czerń. Love it! Szafa wygląda obłędnie i miałam ochotę kupić wiele, ale był koniec miesiąca, a ceny kosmetyków... eh - wyskokowe. Ta drogeryjna marka w USA jest pewnie groszową sprawą, ale ceny produktów im dalej od domu tym wyższe. Dla przykładu paletka mineralnych cieni: 15 funtów, eyeliner: 14, maskara: też 14 fu. 





Cienie jakie wybrałam to Copper Peach i są ... no kiepskie jak dla mnie. To moje pierwsze minerały i ostatnie jak na razie. Osypalskie i zbierające się w załamaniach po kilku godzinach (nie używam bazy). Mocno perłowe, ciepłe, rdzawe, idealne na jesienne, słoneczne dni. Paletka zawiera 6 miękkich w dotyku, malutkich cieni, które są niewiele większe od paznokcia mojego kciuka. Jeden, najciemniejszy brąz jest matowy (nakładam go sobie na brwi), a najjaśniejszy rozjaśnia łuk brwiowy, tak więc można tą jedną paletką zrobić cały makijaż oczu. Lusterka brak. 

Wygodniej nakłada mi się je palcami. Ot mam taki fetysz :) Wg mnie dokładanie do paletki pacynki + pakowanie jej w tekturkę to marnowanie materiału i zanieczyszczanie środowiska. Choć z drugiej strony papier łatwiej chyba recyklingować niż folię? Ale pacynka w czasach, gdy każda użytkowniczka kosmetyków inwestuje w pędzle to naprawdę śmiech na sali. 

Jestem teraz zainteresowana kosmetykami do pielęgnacji, na pewno jeszcze coś kupię, a interesuje mnie eyeliner, olejek różany z pipetką oraz eliksir pod oczy z kulką.

------------------------------------------------------
TEMPLE OF THE DOG HUNGER STRIKE

środa, 5 lipca 2017

AVALON ORGANICS

Zrobiłam wiosenne porządki w starych postach, ETYKIETACH oraz na MOJEJ LIŚCIE (VEGAŃSKIEJ); poczyniłam naprawdę sporo edycji, ponieważ duuuużo nieprawdziwych informacji w zakamarkach tam siedziało. Aż mi wstyd, że takie chaszcze tu zapuściłam <chlast>. To nie moja bardzo wielka wina - to czas tak szybko leci i nie nadążałam za zmianami w testowanym na zwierzętach świecie.

Jak zaczynałam blogowanie to słałam maile z groźbami i prośbami do firm z zapytaniem jak tam u nich z testowaniem. Przy sprzyjających wiatrach 2/10 moich maili dostało odpowiedź. WOW! Totalna olewka klienta. Zniechęciło mnie to. Niech się teraz młodsze dziewczyny tym zajmują. Ja po prostu przekazuje informacje (sprawdzone przez innych) dalej :)

Od 3 lat siedzę w Szkocji i po prostu nie mam dostępu do polskich szaf z kosmetykami, chemii gospodarczej, Rossmanna, więc nawet nie interesowałam się tym, że Bielenda, Eveline, Wibo, Inglot czy Delia już nie powinny gościć na tym blogu, bo po prostu ich nie kupuję. Kilka lat temu uczepiłam się kilku sprawdzonych (wtedy) informacji i nie docierało do mnie, że perę firm zostało wykupionych przez koncerny (Urban Decay) albo wlazło na rynek chiński (Bell). Bida z nędzą i nie ma pieniędzy... Szkoda, że tak się dzieje.

Pod koniec zakładki MOJA LISTA (VEGAŃSKA) znajdziecie spis innych blogów CF oraz V. Nie opieram się jedynie na Logical Harmony - to amerykańska blogerka i nie ma pojęcia za bardzo o naszych rodzimych, EU kosmetykach, więc zaglądam też na bardziej lokalne strony.

*

Na moją listę zawitało natomiast radośnie kilka innych firm i oto jedna z nich: szampon dodający objętości z rozmarynem Avalon Organics.

Uwielbiam ten produkt! Płyn jest gęsty i wydajny, nie rozlewa się po całym brodziku podczas prysznica. Włosy mam gładziutkie, rozsypują się jak w reklamie, szampon sam w sobie nie zawiera syfu petrochemicznego. Pieni się mocno, dobry do usuwania oleju z włosów - najpierw niewielką ilością płynu myję skalp, zmywam (przy okazji piana spłucze olej z końcówek) i potem jeszcze raz niewielką ilością domywam włosy od karku w dół. 

Fantastyczna, ciemnozielona, prawie czarna, unisexowa, plastikowa (szkoda, że nie szklana) butelka i zapach ziół! Mmmm, zdecydowanie dla mnie. Kupię ponownie, ale wersję cytrynową tym razem. 


---------------------------------
QUEEN INVISIBLE MAN
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...