poniedziałek, 25 maja 2015

Ro's Argan

Zdjęcie podsumowujące ostatnie pół roku w moim wydaniu wygląda tak: 


Wszech-Kosmetyk. Produkt po którym długo długo nic i ewentualnie inne mazidło nawilżające naskórek.

You simply the best!

Jest to najlepsze smarowidło jakie kiedykolwiek miałam. Nie miałam ich wiele, ale ten jest Asem, Bestsellerem i Ukochanym w jednym. Fantasstyczny produkt. Lato za paskiem, opalanko i masowe przesuszenie posłoneczne - kupcie Lush.a!

Jest drogi (około 80 zł), ale za jakość czasem trzeba zapłacić. Jeśli macie nadwyżkę gotówki i chcecie ją dobrze zainwestować w kosmetyk oto on - różana odżywka do ciała. Podkreślam ,odżywka' ponieważ jest to niebywale treściwy kosmetyk. Jest bardzo tłusty, zostawia gruby film - trzeba go wetrzeć w ciało (zwłaszcza w suche partie typu ogolone łydki albo ramiona), zostawić na 10 min i słukać pod prysznicem.

Osobiście Ros'a używałam tylko na dłonie i stopeczki, ponieważ te partie mam mocniej suchawe. Jestem bardzo zadowolona. Kupiłam, ponieważ wielbiam zapach róży, a ten po prostu różą wali. A że poza zapachem świtnie nawilża... cóż kupiłam dla zapachu, a dostałam bombowy smalec do skóry :)

Warto Dziewczęta! Zainteresujcie się tym konkretnym kosmetykiem Lusha. Olejcie inne mydełka czy maseczki. Kupujcie Argan Różany.

iz + somwere over the rainbow

sobota, 23 maja 2015

Konsumacja frustracja

Jestem w trakcie czytania książki Mniej Marty Sapały, którą kupiłam za mniej złotych na stronie dyskontu książkowego aros.pl i nasuwa mi się na każdej czytanej stronie jakiś przyjemny wniosek lub inspiracja to sobie o tym popiszę.


picture z aros.pl


Byłam ostatnio na wakacjach w Polsce i było mi dobrze. Mieszkając w Szkocji brakowało mi ogarnięcia jakim obdarzony jest mój ojciec. Ten facet wyciągał ze śmietników meble do mojego pokoju jeszcze zanim o nurkowaniu w śmieciach zaczęło być głośno. Jakoś dziwnie czytało mi się o tym, że jest to nowa moda - przecież w moim pokoju od lat wisi lustro z odzysku oraz półka na książki zmontowana z desek uprzednio przez kogoś wyrzuconych. To jest takie fajne, gdy wyprzedza się modne czasy ;)

Książka zachęciła mnie to rozpoczęcia czegoś podobnego tzn czytając ją w autobusie postanowiłam rozpocząć eksperyment Rok Bez Zakupów i w istocie nie kupiłam niczego w TK Maxxie, który to sklep z ciuchami był moim celem tego dnia. Ostatni rok w Edynburgu to ciągłe kupowanie, przyznam iż zachłysnęłam się łatwością zdobycia kilku ,niezbędnych do życia' rzeczy typu mata do jogi, buty Meliski, eko śrajtaśma i cruelty-free kosmetyki o których marzyłam jeszcze przed emigracją (LUSH! <ślinka dalej cieknie>).

Pewnego dnia myłam wody z głową pochyloną nad wanną, złapałam flaszkę z szamponem i przy okazji wywaliłam do owej wanny kilka innych butelek - zagracona jest nasza mikro łaźnia niemożliwie. Przypatrzyłam się kosmetykom i co? Dwa żele do higieny intymnej, 3 szampony, dwie takie same butelki ogromnego żelu pod prysznic, olejek do włosów razy dwa, olejek do ciała sztuk 4 - tu macz. Syf mi się już odgracił i nie pozwolę, żeby po raz kolejny mnie opętał.

Podobną książkę kiedyś już czytałam, miała tytuł Zieloni śpią nago. Świetna lektura, zerknijcie na obie.


miyauchi yuri

sobota, 2 maja 2015

Atlas chmur

Obejrzalam Cloud atlas - ten dziwny film ponad rok temu i pomyślałam, że znajdzie się dla niego post na tym blogu.

Film jest gigantyczny. Gdy mówię w ten sposób mam na myśli wielowątek, multum plotów i zakrętasów, które zamęciły mi w głowie. Nie pamiętam jaki film spowodował u mnie takie skupienie mózgu. Zrobiła mi się nawet zmarcha między brwiami.

Nie lubię tego filmu. Jest za długi, pokręcony, nie trzyma się to wszystko razem, nie lubię gry aktorów. Jest tu dużo zbędnych momentów, nie mam ochoty do tego wracać. Kojarzy mi się z dziełem Husserla albo Kanta (filozofia bardzo twarda) - podczas lektury dostawałam zatoru.

Pisze o fiomie dlatego, że porusza temat jedzenia mięsa i jego produkcji (to co robią z kelnerkami). Zakończenie mnie innymi słowy zwaliło z nóg... Bardzo lubię też motywy poruszania się w czasie i przestrzeni, w to że wracamy na Ziemię w innym wcieleniu; ten moment deja vu. Jedna z fajniejszych dla mnie scen to ta, gdzie H. Berry w latach 60-tych siedzi w tym sklepie z płytami i gada ze sprzedawcą na temat muzyki, która leci w tle:
- I know I know it... - (gdzieś to już słyszałam :D)
No i kocham T. Hanksa. Ten aktor jest większy niż niejedna scena filmowa. Zawsze chętnie na niego paczam, uwielbiam bohaterów przez niego kreowanych.

Film jest na podstawie książki, po którą chętnie sięgnę :)


IMDb

-----------------

Indila + Tourner dans le vide
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...