niedziela, 29 marca 2015

Things I never do

Leniwa, okropnie okropna niedziela. Zrobiłam niewielkie przemeblowanko w pokoju i odkurzyłam. Może nawet bym się przeszła na miasto, ale pod koniec miesiąca jestem spłukana, a nie lubię szlajać się po świecie zewnętrznym bez celu. Cel musi być przynajmniej spożywczy.
Jest tak cudnie w ten obleśny, deszczowy dzień, że aż odpaliłam Slipknota (Iowa), świeczkę i piwo i leniuchuję za cały miniony tydzień oraz za nadchodzące 5 dni robocze. Koło mnie leży Molly, która niedługo zacznie rodzić. Kociczka łazi za ludźmi jakby się bała zostać sama w niepewnej dla niej godzinie. Ojejku - będę ciocią po raz drugi :3
Zaczęłam również naukę japońskiego. Za dwa lata o tej porzę będę w Tokio na wakacjach - ja Wam to dziś już prorokuję!



pinterest I guess?


Nie kupuję kosmetyków ostatnio zbyt wiele, a nawet jeśli to zrobię to recenzja będzie raczej chwytliwa niż zniechęcająca. No to zapchajdziura: Rzeczy nigdy przeze mnie nie robione (zaprzeczenie zaprzeczenia - zawsze miałam z tym problem, ale chyba wiadomo o co chodzi, oui?)

Zaporzyczyłam z vegańskiego bloga Coffee & Heels


Nie oglądam telewizora.

Nigdy nie zamawiałam pizzy na telefon i nie rezerwowałam stolika w restauracji :/

Nie mam parcia na kupowanie najnowszych modeli telefonów czy laptopów, marka jest dla mnie zlepkiem kilku liter. Aczkolwiek Apple i Parfum d'Empire robią dobrą robotę.

Nie czytam magazynów kolorowych.

Nigdy nie wypiję znowu herbaty z mlekiem, nawet sojowym. Tfu tfu tfuuuuuuuuu

Nie nosze butów na wysokim obcasie (prawie) nigdy. Nie mój wydział.

Jeszcze nie byłam poza kontynentem europejskim.

Nigdy nie roznosiłam ulotek i nie pracowałam w call center.

Nie udzielam się automobilnie na ulicy - nie wsiadam do auta za kierownicą innymi słowy.

Nie czeszę kotów. W sumie nie jest im to potrzebne.

Nie mam tuszu do rzęs.

Nie kolekcjonuję kubków, butów, torebek.

Nie chodzę do fryzjera. Powiem inaczej - już nigdy do fryzjera nie pójdę! Siostra mnie podcina, a fryzury koleżanki umią robić.

Nie odbieram telefonu, gdy numer nieznany.

Nie pływam i nie mam parcia na naukę pływania.

Nie znam się na grach komputerowych. Nie umiem, nie rozumiem.

Nigdy nie zjem mięsa.

Nie kupuję ubrań w niebieskim kolorze. Wyglądam w nim chorobowo. Co innego z dodatkami.

Nie paliłam nałogowo


---------



sobota, 21 marca 2015

Co zrobić ze starych jeansów?

Jeans. Nie jestem fanką tego materiału. Powiem więcej - nienawidzę go! Wg mnie zabija oryginalność i kreatywizm - jak nie wiesz w co się ubrać to załóż jeansy i jakąś szaro-burą bluze i możesz iść na parapetówkę.



Jest to najbardziej niewygodny materiał jaki nosiłam na dupsku! Solennie obiecuję, że już takich spodni nie kupię. Ten rok będzie pełen sukienek! Będę pokazywac nogi w miniówach i rozciągliwych leginasach, ale nie w tym koszmarnym materiale.



Jeśli chciałabym się wtopić w tłum jeszcze kiedyś - kupię i założę dżinsowe spodnie i biały podkoszulek.



Moje egzemplarze zawsze przecierały się po wewnętrznej stronie ud i zawsze szkoda mi było wszystko wyrzucać... Ale szycia i te paseczki co trzymają pas to fajne są więc czemu mamy je wywalać?


Ponieważ jest to gruby materiał i posiada świetne tylne kieszenie warto je upcycle i zrobić du it jorself ^^



Od razu napiszę Wam, że jeśli nie macie wyjątkowego talentu do szycia to nie bierzcie się za robienie torebki z jeansów - nie wychodzi tak fajnie jak na zdjęciach pinterestu:


Co jeszcze?




Zrób ze starych gaci podstawki pod gorące garnki. Jeśli nie masz maszyny do szycia zorientuj się czy koleżanka z pracy nie śmiga na takowej, a na pewno w okolicach swojego domu znajdziesz krawcową, która się tego podejmie - dofinansujesz małe przedsiębiorstwo, które ledwo wiąże koniec z końcem.



Zrób sobie fartuszek do kuchni oczywiście z kieszonkami na przedzie wykrojonymi ze starych spodni. Rany jak ja uwielbiam robić coś z czegoś :3



Z nogawek spodni wytnij paski długie jak Twoje nogi i obszyj nimi aluminiowe wieszaki (to te cieniutkie, tanie, które pralnie rozdają) - ciuchy nie będą się z nich zsuwać. Te wieszaki lubią brudzić ubrania - zauważysz to na delikatnych bluzkach, które wisiały w szafie przez zimę.

google - no jakie inne źródło może być?


Nogawkę spodni można odciąć na odpowiednią długość, zajebiście obszyć i zapakować w nią szampana lub wino. Do przewiązanej kokardy dołącz otwieracz. Jeśli znasz się na farbowaniu materiałów może zrób na nogawce ombre zanurzając materiał  w wybielaczu?

Wytnij sporo pasków i zrób denimowy pompon lub denim smartphone case!


Jeśli zimą często kupujesz kawę z automatu i plastikowy kubek jest gorący i Cię parzy - uszyj sobie pasujący na kubek ochraniacz, coś jakby kapturek


Dziękuju za uwagę i jak zwykle kończę muzycznie:

sobota, 14 marca 2015

Dane z Uniwersytetu Edynburskiego

Jadąc w poniedziałek do pracy przeczytałam w gazecie Metro o najnowszych danych dot. testowania na zwierzętach. Metro to lokalna, darmowa gazeta, która znajduje się w autobusach. Ukazuje się od poniedziałku do piątku.

Liczby wykazują, że Uniwersytet Edynburski użył do testów w swoich laboratoriach ponad 240,000 zwierząt w ciągu minionego roku (konkretnie 241,865). Owy uniwersytet znajduje się na pierwszym miejscu. w całej Wielkiej Brytanii do testów użyto 4 miliony zwierząt. BUAV podaje, iż 6 uniwersytetów eksperymentowało minionego roku na ponad 1 milionie zwierząt. Te zwierzęta to małpy, owce, króliki, myszy, szczuty, ryby. Za Edynburgiem znajdują się uniwerki w Oxfordzie, College London, Cambridge, King's College London oraz Imperial College London.

W 2013 roku 4,017,758 zwierząt użyto w 4,121,582 eksperymentach (tylko) w UK, 1,8 miliona było użytych w uniwersyteckich laboratoriach. Wyżej wymienione uniwersytety użyły (nie piszę, żę uśmierciły, bo nie wiem czy te zwierzęta żyją po tych eksperymentach) 1,045,925 zwierząt.

Ironicznie owe uniwersytety przodują w poszukiwaniu alternatywnych metod testowania składników. Podczas gdy jeden wydział szuka alternatyw, inny dokarmia zwierzęta mające być użyte w eksperymentach (nie używa się przecież szczurów zgarniętych z wysypiska śmieci).

Szybkie postępy medycyny zawdzięczamy roli zwierząt używanych w naukach biologicznych, medycznych oraz weterynaryjnch - mówi przedstawiciel uniwesrytetu w Edynburgu.

Czyli jeśli ludzie współczesnego świata są chorobliwie otyli na skutek obżarstwa i mają problemy z sercem, nadciśnieniem i żylakami to na pewno przetestuje się dla nich odpowiednie leki na zwierzętach.

W tej samej gazecie następnego dnia pojawiły się opinie czytelników. Przodowały głosy: czas z tym skończyć, biedne zwierzątka i niepotrzebne marnowanie życia. Inne głosy:

Lorna z Fife napisała: żyjemy w świecie, który proponuje naturalną medycynę. Finansujcie ten obszar.

Angry Scientist: czy warto? Byłbym kompletnym debilem, gdybym powiedział: nie. Wolałbyś aby na tobie testowano? Dokładnie.

Louise z Newcastle: jako naukowiec nie cieszę się z używania zwierząt do testów. Ale neo-nazistowskie metody testowania na więźniach są nie do przyjęcia. Może obrońcy praw zwierząt sami się zgłoszą do udziału w eksperymentach?



Jak zawsze temat działający jak przysłowiowa płachta na byka.

Przejdź na weganizm, nie kupuj testowanych na zwierzętach kosmetyków i futer z norek.

----------------------------------------------------

Lilly Wood & The Prick & Robin Schulz - Prayer in C
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...