wtorek, 27 maja 2014

Charity shop

Najfajniejsze miejsca na Wyspach Brytyjskich to dla mnie charity shopy! 

Jest to odpowiednik polskich szmateksów, z tym, że idea istnienia tego typu sklepów tutaj polega na przekazywaniu uzbieranych pieniędzy na szczytne cele. Mamy więc charity shop zajmujący się rakiem, bezdomnymi dziećmi lub (zdjęcie) zwierzętami. Wszystkie graty znajdujące się w tych sklepach oddawane są przez obywateli za nic, a ludzie tu pracujący przy kasie to wolontariusze. 

Znajduję tu istne perełki! Trzeba się nieźle olatać od jednego CS do drugiego, ale warto. Osobiście uwielbiam znoszone rzeczy, nigdy nie przepadałam za zapachem ,nówki'. Pamiętam, że wielokrotnie jako dziecko miałam kilkudniowy opór przed założeniem nowo kupionego ciucha. Że o butach nie wspomnę - swoich glanów nie cierpiałam nosić przez ładnych kilka tygodni, bo były okropnie sztywne. Mimo wszystko mam lekkie obawy przed kupieniem używanych butków - jakiego grzyba dostanę ... I prędzej ziemia zacznie się kręcić w drugą stronę niż kupię używaną bieliznę. 

W CS znajdziecie prawie wszystko, głównie odzież i książki w miękkich obwolutach. Ale również meble, sprzęt do kuchni, torebki, ramy do obrazów, jakieś badziewne kosmetyki (nieużywane) i co tam jeszcze. No szmateks po prostu :)

No a tu często zaglądam, ale nigdy nic ciekawego nie wygrzebałam (zdjęcie z sieci, nie moje): 

sobota, 17 maja 2014

Orange Caramel

Orange Caramel to koreańskie, dziewczęce, śpiewające trio. Produkt którejś z tamtejszych wytwórni.



Wyjaśnijmy sobie coś: bardzo lubię muzykę z tamtego rejonu, pomimo tego, ze w dalszym ciągu bóstwię muzykę bardzo ciężką. Przepadam za strojami, makijażami i ogólnie za wesołym brzmieniem koreanskiego popku. Bo to milutkie jest. Nabieram energii i poprawia mi się humor, gdy oglądam np teledysk Im Chang Junga Open the door XD (pamietacie reklamę z Pandą? Jest to bezposrednie nawiazanie)

Podejrzewam, że to co mnie najbardziej kręci to nierozumienie tekstów - są puste, o niczym i po prostu nie musze ich rozkminiać. Będąc podlotkiem kochałam amerykański pop, ponieważ muza wpadała w ucho i szybko z niego wypadała.
To samo mam z koreańkim k-pop i k-rock.

Teledysk do piosenki Caramell jest cudowny! Popatrzcie sami Nasze 3 bohaterki robią za syrenki (rybki), które trafiają do sklepu, opakowane w folię i w efekcie przerabiane są na sushi :) kałamarnica  (aktorka ją grająca jest znanym w korei komikiem, coś jak French & Sounders) sprzedawana jest po normalnej cenie, podczas, gdy nasze dziewczeta ozdobione zostają etykietką: kup 3 w cenie 1.

Doszukiwałam się jakiegoś głębszego przesłania, ale raczej na pewno przetrzebianie przez Azjatów oceanów z ryb i związane z tym zmniejszanie się populacji gatunków nie kierowało producentami zajmującymi się reklamowaniem zespołu Orange Caramel. Chodzi raczej o produkt jakiemu poddawani są młodzi ludzie pragnący zdobyć uznanie i pieniadze. Takie chwilowe 5 minut dla sławy i bogactwa. Jeśli się przyjrzycie to na naklejkach są ich (piosenkarek) daty urodzin, wzrost, waga oraz nazwa wytwórni. Jest to jeden z ciekawszych teledysków jakie widziałam dlatego podaję dalej :)


czwartek, 8 maja 2014

Różany ogródek Alverde

Nie jestem kosmetycznym masochistą i nie potrzebuję półek uginających sie od mazideł, ale mam pewną słabość, która mnie jednak męczy: jak ubzduram sobie, że coś chcę, bo mieć to muszę, bo tak, to chcica nie odpuszcza przez jakieś 3 dni tak mocno, że aby ukoić ,ból' klikam w internety i patrzę jak inni posiadają ową rzecz. Potem chcica nieco spuszcza z tonu i jeśli danej rzeczy jakimś cudem udało mi się nie zdobyć to chęć posiadania raczej powróci. Mam tak raz na kilka miesięcy i dotyczy to każdej dziedziny życia. Nie ważne czy chodzi o książkę, chipsy czy bilet do kina. Zawsze są to drobne przedmioty, nigdy istoty żywe. Prawie nigdy nie kupuję beststellera. Obecnie mam parcie na baleriny wegaskiej firmy Mel by Melissa - byłam o włos od ich kupienia...

No ale post nie o tym.

Na krem Alverde napaliłam się niechcący, przypadkiem, wbrew własnej woli! Nie chciałam tego! Niestety było już za późno, aby wsiąść w auto, pojechać i wyłożyć euro na ladę, poniewaz byłam w Polsce. A żeby zdobyć ten kosmetyk Polka - wegetarianka (weganka) musi się nieco nagimnastykować, a to z braku w naszym kraju drogerii DM. Najpierw poprosiłam znajomą, która w mieszka przy granicy niemieckiej, żeby mi go kupiła, jednak nie wypaliło - miała ważniejsze problemy na głowie niż zakupy. Litanię o krem wystosowałam więc u kuzynki, która bywa w Austrii. No i po kilku tygodniach subtelnych próśb (Tylko nie zapomnij, Kochana, o kremikuu!)
Ja wiem, że jest internet, i okazje, i ebay, alledrogo, i lubię paczki dostawać, itede itepe. Ale jednak historia powiązana ze zdobyciem upragnionej duperelki zapada mi w pamięć. To jest takie głupie, że aż śmieszne - doceniam to, że zainwestowałam czas i energię na zakupy stacjonarne :3 i może dlatego mini recenzja tego kremu jest entuzjastyczna. Bo strasznie lubię te 50 mili, nawet jeśli krem do najbardziej tewelacyjnych nie należy - nie nawilża spektakularnie i zostawia po sobie coś jakby kolejną warstwe naskórka.

Krem na dzień. Być może lepszy będzie olejek tej samej serii lub krem na noc. Wersja na dzień jest spoko, ale nie nie kupiłabym ponownie i łamała sobie karku, żeby zdobyć. Mimo wszystko zawiera wyciąg z róży, a róże górą! Mój ukochany obecnie zapacho-ekstrakt można bez trudnu obnaleźć w kosmetykach oraz perfumach. Uwielbiam to i kciuki w górę, ponieważ jest rewelacyjny dla skóry, dla mnie wręcz idealny i na chwilę obecną tylko róża róża róża - odmładza, spłyca zmarchy, pomaga przy likwidacji przebarwień. Łagodzi podrażnienia i obrzeki, ujędrnia. I pachnie jak Niebo :D tak wiec może ta konkretna, niewielka tubeczka eko mazidła pomoże Wam w zapobieganiu niewielkich dolegliwości skórnych?




piątek, 2 maja 2014

Fair Trade, czyli mam władzę jako konsument

Zaczynam powątpiewać czy cokolwiek co kupuję jest sprawiedliwe. Wszędzie dybią na moje pieniądze, a ja nie dam się rucha... oszukiwać. Pogrzebałam nieco lękając się, że nie taki oczywisty Fair Trade jak go malują. Ograniczam się do felietonów ze strony Kultura Liberalna.

Na ile ta idea jest szczytna? Czy jest? Tak, ale nawet ona jest przez producentów i biznes nadużywana. Okazuje się, że standard życia ubogich rolników poprawia sie tylko nieznacznie. Biurokracja pochłania większą część pieniędzy. Zyski w większości idą na rzecz wszelkiej maści organizacji prowadzących i nadzorujących certyfikację. Czy powinno to decydować o tym, że oleję FT? Raczej nie. Biznes to biznes. Nigdy o Sprawiedliwym Handlu nie myślałam jak o Robin Hoodzie - wszystko oddaje biednym. 

Pozwole sobie zacytować Gavina Fridella:

Istotna krytyka fair trade dotyczy również roli wielkich korporacji, które zaczynają dominować na rynku sprawiedliwego handlu. Wiele firm udziela minimalnego wsparcia sprawiedliwemu handlowi w celu przykrycia swojego szerszego oddania dla polityki wolnego handlu. Korporacje takie jak Starbucks mogą zyskać pozytywną reklamę, sprzedając zaledwie 8 proc. certyfikowanych ziaren kawy, podczas gdy pozostałe 92 proc. ich kaw pochodzi od niecertyfikowanych dostawców, których pracownicy są w zdecydowanej większości nisko opłacani i niezrzeszeni w związkach zawodowych.


Za kawą od dłuższego już czasu nie przepadam, i z niej zrezygnowałam, ale lata jej picia sprawiły, że o poranku niezwykłą przyjemnością było dla mnie strzelenie sobie małej czarnej. Nawet nie chodziło o smak - ubóstwiam zapach ziaren kawy. Picie tego płynu to dla mnie produkt uboczny zaparzania właściwego :3

Gdy sobie kupiłam pokaźne opakowanie kawy FT to wyjść z podziwu nad jej smakiem nie mogłam. Jest cudowna, lepsza, mocniejsza i bardziej nasycona od zwykłych supermarketowych. Miałam dylemat nad jej zakupieniem, ponieważ niebiesko-zielony znaczek podnosi nie tylko jakość, ale i cenę. Z tym się trzeba liczyć, bo zdobycie Certyfikatu Sprawiedliwego Handlu proste nie jest. Ale za jakość lubię przepłacać, wolę mieć jedną rzecz wywalonego w kosmos gatunku, niż trzy takie ło produkty, które męczę przy ,denkowaniu'. A wszystkie produkty z tym znaczkiem są pyszne! Przynajmniej te, w ktore ja zainwestowałam takowe zawsze były.


Sumujac - będę dalej kupować produkty ze znaczkiem Sprawiedliwego Handlu. Nawet jeśli jakis rolnik zarobi dzieki mnie 4 zl, zamiast 2zl. Zawsze coś. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...