poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Alverde żel do brwi

Jeden z najsympatyczniejszych moich kosmetyków ^^
I jednocześnie ten który mnie zdenerwował najbardziej.
Kocham go i z jednego powodu nienawidzę.

Alverde Augenbrauengel 01 blond

Świetny jest. Pachnie cudownie! Słodko jak toffi. Kosmetyk niewątpliwie nadający się do zjedzenia.
Jeśli miewacie rano potargane brwi to firma Alverde zrobiła ten żel dla Was. Ale uwaga! Macie do wyboru dwie wersje: 01 dla blondynek i 02 dla brunetek. Jeśli nie macie kruczoczarnych włosów i brwi to zainwestujcie w jaśniejszą wersję blond, a jeśli macie skandynawski typ urody, białe włosy i waszych brwi nie widać - nie kupujcie wcale. Jestem bladolica i żel dla blondynek mocno podkreślał mi łuk nad okiem, używałam go w znikomych ilościach, żeby nie przedobrzyć. Jak dla mnie 01 (którego byłam szczęśliwą posiadaczką do dzisiaj) mógłby być dla brunetek... Trochę zmyłka. Bardzo ładnie rozczesuje brwi, nadając kolor. "Przykleja je" do łuku brwiowego. Trzeba się nauczyć go nanosić, ponieważ szczoteczką trudno malować wąską końcówkę brwi.

Jest bardzo wydajny! I tu dochodzimy do powodu dla którego mnie wkurzył. Otóż kupiłam ten specyfik w sierpniu ubiegłego roku i używałam go dosyć często do kwietnia. Pod koniec użytkowania żel już ledwo ledwo nabierał się na szczoteczkę, ale ponieważ solidna tubka jest wyśmienita do ponownego użycia postanowiłam ją oczyścić z resztek i wlać do środka olej rycynowy, celem nakładania go na rzęsy, brwi i paznokcie. Do dzieła! Wlałam do środka ciepłej wody, zmoczyłam szczotę, polałam piankę do oczyszczania twarzy, tubkę płukałam wodą, dodałam trochę mydła w płynie, wstrząsałam, znowu lałam ciepłej wody, ubabrałam nieco białą umywalkę na brąz, no trudno, znowu płuczę, wylewam, płuczę, wstrząsam, trochę mydła, płuczę, o jak dużo jeszcze tego żelu w środku! płuczę, wstrząsam, kurtyna - ile jeszcze?! płuczę, grrr

Płukałam tak długo w ciepłej wodzie, aż opuszki palców się pomarszczyły. Produktu było jeszcze tak dużo... A myślałam, że to już finito, wszak używałam od ubiegłych wakacji T_T Możliwe, że produkt nieco wysechł w środku i pod wpływem ciepłej wody okazało się ile go tak naprawdę jeszcze mam. Jeśli będziecie w posiadaniu tego kosmetyku to przed wywaleniem zanurzcie go w ciepłej kąpieli lub pozbądźcie się kółeczka, które znajduje się przy zakrętce - może się okazać, że jest go tam jeszcze połowa...

Kupię jeszcze raz, co do tego nie ma wątpliwości, ponieważ kosztował grosze.

Polecam prawie wszystkim! =)

niedziela, 28 kwietnia 2013

What the funk?

Zobrazuję Wam niedzielę. 











net

środa, 24 kwietnia 2013

Życie Pi

Przeczytałam!



Słyszałam o tej książce na długo zanim pojawił się film. Potem o niej zapomniałam. Obejrzałam film i ustawiłam się w kolejce do lektury w bibliotece.

Super czytadło! Bardzo dużo ciekawych rzeczy o zwierzętach - nie tylko tych trzymanych w Zoo, ale i o tych dzikich i najdzikszych (człowieki). Lektura bardzo brutalna wg mnie. Tytułowy bohater (wegetarianin. Do czasu.) siedzi sam w łódce, otoczony wodą i niby nic się nie dzieje, ale nie odebrałam tej książki jako sielskiej opowieść o egzystencji, z happy endem. Wiele scen mnie zniesmaczyło, po raz kolejny zdałam sobie sprawę z mocy jaką w obliczu śmierci posiada człowiek.

Uwielbiam surwiwalowe klimaty. Chłonę je z zainteresowaniem i nadzieją, że mnie się coś takiego nigdy nie przydarzy. Kompletnie nie znam się na żeglowaniu i terminy oznaczające części łodzi denerwują mnie, bo nie mogę sobie ich wyobrazić. Tyle z niedogodności. Mamy tu duuużo gadania o Bogu, ale takie gadanie lubię. To powinna być lektura w szkołach.

Jestem poruszona - fantastyczna książka!


czwartek, 18 kwietnia 2013

Venita Henna Color

Farbowanie trzecie hennodobnym czymś firmy Venita. Chna numer 4 - czytamy na opakowaniu.



W użytkowaniu fantastyczne - pasta ładnie pachnie, wygląda jak żywica lub bardzo gęsty, prawie czarny miód spadziowy. Szybko się ją zmyło z włosów po odczekaniu proponowanego przez producenta czasu. Tylko dlaczego odrosty mam prawie czarne, niemal tak intensywne jak kolor mazi? Pozostanie to jedną z zagadek tego świata.
Odświeżyło mi włosy, są miłe w dotyku, na końcówkach zauważyłam kuleczki - rozdwoiły się, niestety.
Kupiłam pochopnie, bez uważnego czytania, patrząc tylko na cenę - mój błąd... Produkt zawiera sls, alkohol, perfumy, gdzieś po drodze hennę.

Nie warto. Jedno opakowanie kosztuje niecałe 10 zł, ale radzę Wam zainwestować w hennę z prawdziwego zdarzenia.

Moje włosy:

Naturalny kolor zobaczycie w filmiku ze strrrrasznego posta.
Podobał mi się mój kolor, ale młodość nie wieczność - jak to mówią - stres i kilka zmartwień dodało mi uroku w postaci srebrnych niteczek. Zafarbowałam się więc na blond:

Pan Kotek


Zmiana fryzury i koloru naprawdę jest dobrym pomysłem po katastrofach jakie się nam przytrafiają (dawno temu ścięłam się na krótko po śmierci dziadka; byłam w podłym nastroju, zmiana wyglądu o dziwo pozytywnie na mnie zadziałała).

Ponoć pasował mi jasny kolor, ale ja nie czułam się w nim dobrze. To nie moje klimaty.

Zawsze fascynowały mnie rudzielce. Czerwone włosy miałam na edukacyjnym przełomie podstawówka-liceum i po latach chciałam jeszcze raz mieć taką grzywę. A ponieważ byłam w posiadaniu jakiejśtam kwoty na wydaniu to poszłam w maju, roku pańskiego 2012, do chyba najdroższego salonu w mieście i zostawiłam tam niecałe 300 zł - pióra skróciłam do ramion i zafarbowano mnie na czerwono jakimś ekstraktem (ponoć) nie testowanym na zwierzętach i naturalnym.

To był najgorzej spędzony czas mojego życia! Nie odpoczęłam, fryzjer był gadułą, umył mi włosy chyba z 6 razy, wtarł mi jakieś ciulstwo w ampułkach, ustawił pod suszarką na 20 min, uwięziona zostałam obok jakiejś paplającej ze swoją fryzjerką paniusi - to nie dla mnie! Wyszłam na miętkich kulasach. Po tej siłowni kłaczki zostawiłam same sobie i we wrześniu po raz pierwszy użyłam henny. O Kriszno, dzięki Ci za te zioła! W okolicach grudnia henna po raz drugi i w połowie marca - Venita, której nie polecam.

Następna do odstrzału będzie henna Lush! XD I wtedy postaram się o zdjęcie włosów w które od początku roku wcieram, wmasowuję, maczam, psikam to wszystko co zasługuje na blogach włosowych na miano HITU. 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Make me sad ...

Jacek Drabicki - jeden z najsympatyczniejszych radiowców - w swojej metalowej audycji Epicentrum, w rzeszowskim radiu Centrum, proponował kiedyś nieagresywne przeklinanie. Zainspirowała mnie ta kampania, a ponieważ nie chcę w tym poście sypać wulgaryzmami postaram się u Was nie rozpalić rumieńca wstydu, psiakostka!


Na krowie kopytko - John M. Organiczny wyprodukował Sea Mist, żeby wyciągnąć ze mnie 80 zeta i uczynić nieszczęśliwą. Mogłam lepiej wydać te pieniądze, kurczę blade ...

To najgorzej wydana kasa mojego życia <chwila zastanowienia> tak - najgorzej. Olejek z granatu z pipetką, który widzicie na drugim planie, jest cudowny, ale mgiełka to Bubel. Michael Bubel.

Ten głupi płyn ma za zadanie dodać objętości oraz ,sprawi, że włosy będą wyglądały jak muśnięte morską bryzą'. Motyla noga - czyli kluchy? Kupiłam, ponieważ mam klapnięte odrosty, a Pani Sprzedająca zapewniła, że mgiełka działa na włosy jak suchy szampon. Biorę w takim razie, kurtka na wacie! Psikałam nim obficie suche, niezbyt czyste po dwóch dniach piórka. Gdy przeschną wrażenie jest nieestetyczne - włosy są nieświeże, niemiłe w dotyku. Zero uniesienia. Takie Nic.

Używam często od 3 miesięcy i jedyne co ten produkt sprawia to swędzenie głowy - łupieżu dostaję po nim jednym zdaniem. Sól wysusza, podejrzewam, że nie na wiór tylko dlatego, że zawiera olejek lawendowy (moje pióra lubią go very bardzo). Trzecim i ostatnim składnikiem jest woda. Jasny piernik - dałam 80 złotych za wodę! Czy którakolwiek kobieta mnie zrozumie i wybaczy mi ten zakup? Jak można być tak niemądrą gąską?

Jednym słowem nie kupujcie, kurza melodia. Pocieszam się, że zostanie mi atomizer na wcierki. Co za szczęście w nieszczęściu.

( ; _ ;)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Niepełnosprawne zwierzaki

Po raz pierwszy o niepełnosprawności zwierząt dowiedziałam się dzięki Fionie - polskim psiaku z bezwładem tylnych kończyn. Potem zobaczyłam w Teleexpressie informacje o śwince Chris the Bacon, której weterynarz zmontował wózek z zabawek <wow!> Mężczyzna zaopiekował się prosiaczkiem, którego nie chciał jego właściciel. Poszperałam w necie i okazało się, że takich zwierząt jest mnóstwo!


Piglet


Anakin <tu jego blog> to kot bez tylnych łapek. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy w TYM filmiku pomyślałam, że przecież to zwierz jak każdy inny. Podejrzewam, że z jego właścicielki jest niezła kociara ^^ Ma kilka kotów, które traktują niepełnosprawnego jak pełnosprawnego kumpla.


Coś ze mną nie tak? Ano nie mam tylnych łapek...


Frankie Walk N Roll już nie żyje, ale blog dalej możecie poczytać. Psinka dożyła 13 lat. Uwielbiam jamniki. To coś więcej niż pies.


*


W TYM linku poczytacie historię ośmiu zwierzów bez kończyn. Od siebie dodam, że jeśli ktoś kocha futerkowce to zrobi dla nich naprawdę dużo. Niecałe dwa lata temu moja czarna kocica wypadła w nocy z 8 piętra. Rano lałam pod siebie ze strachu, bo nigdzie jej nie mogłam znaleźć. Gdy w końcu ją odnalazłam miała tylko zwichniętą łapkę, ale gdyby weterynarz miał ją amputować albo okazało się, że kocica jest sparaliżowana np w tylnych kończynach to nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby ją usypiać. Przyzwyczaiłam się do tego stworka. W istocie jest teraz obok mnie i paca mnie łapką, żeby ją miziać.


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Yes Meni naprawiają świat




Yes Men - (via Wikipedia) grupa aktywistów zajmująca się prowokacjami kulturowymi (...) udają decydentów i rzeczników prasowych istotnych organizacji (...) przedstawiają swój punkt widzenia na dehumanizujące działania korporacji i agencji rządowych.

Dziś dokument o alterglobalistach, którzy demaskują działania światowych koncernów. Film z gatunku tych, gdzie mamy ubaw po pachy podczas seansu, ale po którym zastanawiamy się nad tym, co poeta miał na myśli i dlaczego nas to ruszyło?

Ten film jest super! Dwóch gości, podszywając się pod reprezentantów koncernów zgłasza swoją chęć do dyskusji. Cała szopka jest ściemą, prowokacją do zagłębienia się w temat przez nich zaproponowany. Wynikiem jest panika koncernów, które po takich ustawkach muszą się tłumaczyć i liczyć straty.

To trzeba zobaczyć! Całość utrzymana jest w konwencji tragikomedii - jeden z aktywistów w imieniu firmy Dow Chemical ogłasza, iż koncern wypłaci ofiarom miasta Bophal zaległe od 20 lat zasiłki (katastrofa w Bophalu); rodziny w Indiach się cieszą, ale w godzinę później okazuje się, że była to prowokacja, a tragedia tych rodzin trwa nadal, ponieważ Dow Chemicals nie poczuwa się do odpowiedzialności.

Komedią jest często to co koncerny robią - w Indiach doszło do wycieku toksycznych substancji, 5 tysięcy ludzi straciło życie, woda do dziś jest tam skażona, a koncern zamiast wydać kasę na jej oczyszczenie wydał kilkadziesiąt tysięcy na spoty oczyszczające wizerunek firmy ...

Tego typu prowokacje zobaczycie w filmie.



W przypadku tego typu filmów musimy być mocno skoncentrowani i nie przyjmować tez proponowanych przez autorów za pewnik. Nie dajmy się zagadać, patrzmy trzeźwym okiem i filtrujmy tego typu rewelacje, ponieważ każdy chcąc nas przekonać do swoich racji podkoloruje rzeczywistość.

Lubię takie filmy ponieważ przypominają ludziom o podstawowych rzeczach typu prawdomówność, litość, współczucie, zdrowy rozsądek, szacunek.

Link do filmu na youtube

*^v^*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...