niedziela, 29 stycznia 2012

Na złe reaguję źle


Mądre zakupy to wspomaganie lokalnego rynku, popieranie działalności charytatywnych, świadoma ochrona przyrody. Stojąc przed półką w sklepie mamy możliwość wyboru, możemy wesprzeć finansowo firmę, która łamie prawa człowieka lub zabija zwierzęta, ale nie musimy tego robić. Zadecydujmy komu płacimy! Koncerny wpierają oczywiście finansowo różne organizacje. Monsanto dało jakieś 400 tys. dolców na wybudowanie szkoły w Afryce. Przy rocznym bilansie sięgającym miliardowych sum jest to tyle co naplucie do Oceanu Spokojnego. Przy okazji koncern robi dużo syfu, ale o tym w filmie zobaczycie.


Kawę fair trade kupiłam w Holandii za 5 euro. Nietrudno tam znaleźć jedzenie lub kosmetyki naturalne/ekologiczne. W Lidlu - w jednym z dwóch sklepów gdzie mogliśmy po pracy robić zakupy - kupowałam ekologiczne jajca (które kosztowały około 1,50 eurasów za 6 sztuk - miały numerek zero i skorupkę tak twardą, że musiałam nieźle nimi walnąć o blat, żeby pękły. Były duże i przepyszne!), ekologiczne mrożone warzywa, czekoladę fair trade, przy kasie można było kupić szmacianą eko torbę z logiem sprawiedliwego handlu. W obu wymienionych sklepach był dział dla wegetarian - kotlety, paszteciki i inne mięsopodobne produkty. Kupiłam też herbatę Bio+, w smaku taka se, w Venlo dopadłam sklep herbaciany gdzie kupiłam jedną z pyszniejszych czarnych herbat jakie sączyłam - Twinings - miodzio.


Łaziłam ostatnio po nowo otwartym supermarkecie. Idę sobie, idę jak zwykle wytworna i dystyngowana w kolorze blond i szukam płatków kukurydzianych. Takich zwykłych, zwyklastych, żeby sobie własną mieszankę muesli robić. Idę i mijam takie firmy jak: nestle... nestle... o! znowu nestle! (T_T). Taka scenka przydarzy się Wam na każdej szerokości geograficznej. Zachęcam do kupowania w małych, osiedlowych sklepach, do kupowania na zielonym bazarku czy do zjedzenia obiadu w restauracji fair trade zamiast w popularnej hamburgerowni. Myślę, że nestle mimo to szybko nie upadnie, ale nam wyjdzie taki wybór na zdrowie.


Na zdjęciu uchwycono pędzel do nakładania podkładu firmy Kobo, a oglądacie go dzięki mojej biefef - Oli ^^

Jest niestety tak, że lista firm jaką komponuję jest ruchoma. Tzn zdarzyć się może, iż firma będąca cruelty-free wchodzi na rynek chiński, a tamtejsze prawo nakazuje testowanie składników na zwierzętach. Tak się stało z Yves Rocher, dlatego osobiście nie kupię na razie nic tej firmy i wywaliłam ją z bloga. Jednocześnie pragnę poinformować, że istnieją azjatyckie (a więc także i chińskie) firmy, które są cf. To, że jakaś firma weszła na azjatycki rynek nie równa się temu, że automatycznie zaczyna testować. Może YR też jest suma sumarum czysty? Troszkę o tym wspomina Azjatycki Cukier, którą LoFciAm na fb.

Adieu

czwartek, 26 stycznia 2012

Dłonie nieskromnej mistrzyni - pet nails

Szperając po necie nadziałam się na jedną z miliarda stron o paznokciach. Dziewucha ma niekiepskie pomysły, z których ochoczo skorzystałam. Jeśli klikniecie na zdjęcie i wytężycie wzrok obaczycie mniej więcej pingwina, pandę, wieprzka, królika, kiciusia i ślady łapek. Do wykonania tego arcyprostego zdobnictwa, oprócz kolorowych lakierów użyłam: wypisany długopis (kropki mniejsze), pałeczkę do sushi (ma zaokrągloną końcówkę, zrobi kropki większe) i wykałaczek kilka, żeby nasmarować np trójkątny dzióbek pingwina albo uszy królika. Potrzeba matką wynalazku^^


Jeśli mam jakieś odchyły to właśnie w stronę kończyn - zwracam na nie uwagę, jeśli ktoś nie dba o dłonie to ma z tego powodu u mnie nieco przerąbane. Osobiście przyznam się, że mam lekkie skrzywienie psychiczne jeśli chodzi o dbanie o własne dłonie i stopy - prędzej zobaczycie mnie jedzącą molekuły pałeczkami niż wychodzącą z domu z odpryskującym lakierem na paznokciach.


Do usunięcia wzorka wykorzystany został zmywacz Nailty z supermarketu Biedronka (wzorek biedronki jeszcze niżej. Nie pytajcie mnie dlaczego jeden paznokieć jest żółty - nie potrafię na to odpowiedzieć...)



niedziela, 22 stycznia 2012

Happy B-Day!

Hell.o!

Urodziny miałam jeszcze w zeszłym roku, więc post trochę nie w porę, tym bardziej, że prezent kosmetyczny od moich trzech dziewczyn też był spóźniony. Ale lepiej późno niż później =3


Organique jest firmą produkującą naturalne kosmetyki typu mydła/żele/peelingi. Pozwolę sobie zacytować ich stronę:

Fundacja Viva! Oznaczyła swoim logo produkty dla wegetarian i wegan, wytworzone w sposób przyjazny dla środowiska, oraz nietestowane na zwierzętach. Wśród oznaczonych produktów znalazły się produkty Organique.


No i dobrze. Moje prezenty to mydło Glinka Ghassoul - jeszcze nie skonsumowane oraz balsam z masłem shea (ręka to góry i wpis pod postem jeśli ktoś wie jak to się czyta) - zawiera ponad to olej z awokado, soi, winogron oraz pare inszych rzeczy. Wybaczcie, że nie opisuję skrupulatnie zawartości, ale na razie naturalność jest mi raczej obca. Jeśli coś zawiera sls czy inny paraben to nie znaczy, że kosmetyk jest przeze mnie skreślony. Kosmetologia jest to nauka, która mnie bawi równie intensywnie co teoria strun. 

Balsam pachnie bosko!!


I zrobiły sushi <mlask mlask>! Lepsze niźli w japońskiej restauracji. Rozpieszczają mnie moje kobiety^^


Brnę dalej w dietę bezmięsną. Już mi się w głowie nie kręci, wyniki badań krwi mam też olśniewające. Ostatnio kolejni znajomi dowiedzieli się, że rezygnuję z mięsa. Usłyszałam: "Współczujemy..." (-_-)'

Lektura na dziś: Maria Grodecka "Wszystko o wegetarianizmie. Zmierzch świadomości łowcy". 


sobota, 21 stycznia 2012

Możliwości jednego człowieka

Mordeczki!


Dziś recenzja filmu dokumentalnego "Henry. One man's way". Film jest stary, z 1996 roku, jednakże jest jak najbardziej aktualny. Opowiada o człowieku, który niewątpliwie zmienił oblicze wielu amerykańskich koncernów i zwrócił uwagę opinii publicznej na kwestie dotyczące praw zwierząt. 

Henry (1927 - 1998) był amerykańskim aktywistą, działającym na rzecz zwierząt. Jego początki na tym polu były następujące: dowiedział się, że w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej od 20 lat prowadzone są eksperymenty na kotach, polegające na tym, że uszkadzało się zwierzętom mózgi i obserwowało co dany kot zacznie pokrywać: kukiełkę, królika czy kotkę. Po jaką cholerę prowadzone były takie badania?_? Tego chyba sami naukowcy nie wiedzieli, ale dostawali na to kasę to testowali. Spira zorganizował protest pod siedzibą muzeum, który trwał wiele miesięcy. Cel jednak osiągną - zaprzestano testowania.

Aktywista szedł jak burza. Sprzeciwiał się m.in. testom Draize'a polegającym na wprowadzaniu do oczu królika różnych substancji chemicznych, a które to testy przeprowadzał ówczesny gigant kosmetyczny - Revlon. Jego celem było przekonanie ludzi do szukania alternatywnych metod badań nad toksycznością substancji. W wyniku ogłoszenia jakie Henry opublikował w najbardziej poczytnej gazecie Ameryki koncern przekazał setki dolarów na poszukiwanie alternatywnych metod.



Dokument obrazuje drogę jaką przebył Henry Spira. Dowiadujemy się np, że liczba przeprowadzanych eksperymentów wzrastała w zastraszającym tempie (na początku chyba XX wieku było to 400 zwierząt rocznie, by do lat 80tych XX osiągnąć liczbę dziesiątek milionów rocznie <ręce opadają> Film nie ogranicza się tylko do testów na zwierzętach. Na celowniku Spiry i jego ludzi był też producent mięsa kurczaków - Frank Perdue, w którego firmie nie przestrzegano praw pracownika, dochodziło do molestowania kobiet i zatruwania na dużą skalę środowiska. Dzięki niemu ludzie w Stanach dowiadywali się, jak bolesną praktyką jest znakowanie bydła - wypala się żelazem literę na pysku, tuż obok oka.

Ten facet to jedna z ciekawszych osobowości. Oby było ich coraz więcej wśród zwiększającej się liczby ludności <rymło się =) >. Polecam Wam ten film.

niedziela, 15 stycznia 2012

Eminem spotyka Sashę Grey


Siedziałam sobie pewnego dnia w domku, gdzieś w Holandii i z nudów oglądałam Vivę, czyli kanał muzyczny dla małolatów. Patrzę, a tu nowy teledysk Eminema i znajoma twarz aktorki filmów dla dorosłych. Nie lękajcie się - nie zmieniam tematyki bloga. Wspominam o tej nimfomance, bo swego czasu wzięła ona udział w kampanii PETA. Chodziło o sterylizowanie psów i kotów. Jak tłumaczy "aktorka" sterylizowanie jest ważne, gdyż dzięki niemu nie musimy trzymać zwierząt w klatkach, a także zmniejszy się problem niechcianych psów i kotów, które błąkają się bezdomne po ulicach. Połowa z nich musi zostać uśpiona, ponieważ nikt ich nie chce. Oto reklama:


Co o niej myślicie? Jakie jest wasze zdanie na temat sterylizacji zwierząt? Kojarzycie więcej znanych osób, które występują w kampaniach PETA? Na pewno nieobce są Wam nagie zdjęcia aktorek, podpisane "I'd rather go naked than wear fur".

Kolejną firmą, jaką dodaję do listy CF jest popularny i tani krem do rąk Cztery pory roku, firmy PharmaCF:

sobota, 14 stycznia 2012

Mętlik - pętlik

Pyt.: czy firma Eveline testuje?

Odp.: Nie testuje. Firmy kosmetyczne znajdują się w kolumnie po prawej stronie.




Tekstu dziś nie będzie. Jestem zdołowana poniżej poziomu morza...

Zdjęcia powyżej są częścią organizacji NOAH. Na blogu Sabbath of Senses co nieco poczytacie. Jak widać nie ja jedna zwracam uwagę na to czy coś jest czy nie jest testowane na zwierzach.
Zdjęcie kremów firmy Farmona, które znajduje się poniżej ufundowała Clare


piątek, 6 stycznia 2012

Wegetarianizm czyli jedząc trawkę w Holandii. Ten post będzie długi

Ups - jedna komentatorka zarzuciła mi, że kupuję nietestowane i jem mięso, odpyskowałam, że nieuważnie czyta mojego bloga, a tymczasem nie umieściłam jeszcze posta o moich zmaganiach z wegetarianizmem. Pardon! Pragnę ogłosić wszem i wobec, że na dzień dzisiejszy nie jestem wegetarianką. Jeszcze. Zdaję sobie sprawę, że oczekujecie po mnie, jako po autorce tego typu bloga, że jestem wszechwiedzącą ekolożką, oblewającą farbą prawdziwe futra i oczywiście nie jem mięsa. Żywot mój jest jednak bardziej prozaiczny. Oczywiście zgadzam się z Anonimowym komentatorem, że więcej pożytku przyniesie nie jedzenie mięsa niż kupienie błyszczyka firmy innej niż rimmel. Ale mnie nie musicie tego mówić - ja to wiem, w końcu bloga o tym piszę. Pisząc liczę na to, że przekażecie to co tu bazgrolę koleżankom, które niczym cielaki kupują to co zobaczą w reklamie czy gazecie, tudzież kolegom, mężom czy kochankom.

Co do samego wegetarianizmu - myślę, że jest to sposób na odżywianie, które zdominuje świat za jakieś 100 lat. Pewnego dnia ludzie będą podróżowali w przestrzeni kosmicznej, ciągle dalej, bo taka jest natura ludzka. Myślicie, że w jaki sposób załoga statku kosmicznego doleci do Marsa? Z krową na pokładzie, którą się zarżnie i przerobi  na kotlety w stanie nieważkości?


Jednakże Anonimowy, który zarzucił mi żarcie mięsa, faktycznie nie czyta mojego bloga - zasugerował mi obejrzenie filmu "Ziemianie". Otóż pragnę przypomnieć, że owy film obejrzałam (jest recenzja w etykiecie film), wstrząsnął mną i to od niego w moim mózgu zakiełkował pomysł na zrezygnowanie z mięsa. To było w lipcu 2011.

Z początku faktycznie jadłam tylko roślinki. We wrześniu wylądowałam w Holandii. Ponieważ jednak pracowałam fizycznie obawiałam się, że może nie wyjść mi to na zdrowie tym bardziej, że w hol. sklepach jedzenie nie ma na opakowaniu angielskich napisów, tak więc zdarzało mi się kupować jedzenie kierując się rysunkiem na pudełku lub wyglądem żarcia (zafoliowany chleb wygląda tak samo na całym świecie).
Naprawdę bałam się zachorować na anemię. Leczenie takiego świństwa po powrocie do Polandii kosztowałoby mnie całą pensję.
Przytoczę Wam historyję z jednego wrześniowego popołudnia: współlokatorka ugotowała spagetti z mięsem i powiedziała, że zrobiła za dużo i mam się częstować. Skorzystałam oczywiście tym bardziej, że oznajmiła, że resztę wywali <że co proszę?> - użyła innego, mocniejszego słowa, ale postanowiłam pozostawić tego bloga w duchu poprawnej polszczyzny dlatego ocenzurowałam wypowiedź tej pani. Mięso zjadłam, wbrew swoim przekonaniom, gdyż od czasu do czasu odczuwałam wilczy głód - wręcz ból brzucha. To był pierwszy objaw, że coś może być nie tak jeśli chodzi o odstawienie mięsa.
Kolejna mięsna historyja: chodząc po Venlo złapał mnie kolejny głód (pomyślałam, że jestem jak wampir na diecie) i wpadłam do pierwszego lepszego miejsca skąd dochodził zapach jedzenia, jednak wegetariański był tylko makaron, który mi już wychodził bokami, bo jadłam go często w domu (szybko się go robi, a ja nie lubię gotować). Słaniając się poszłam do kolejnej jadłodajni i kupiłam ociekającego mięsem hamburgera za 3,25euro.
Podczas kolejnej wizyty w Venlo trafiłam do "hamburgerowni" w któej dostałam wersję dla wegetarian. Zakładam, że mięso było sojowe - smakowało to jak każdy inny hamburger.

Pewnego dnia jadłam sobie posiłek. Koleżanka patrzy i pyta:
- To jest twoja kolacja?
- Mhm. Ale nie lękaj się - mięso jem. Raz w tygodniu, ale jem.
- To dobrze.... To dobrze....
Akurat wtedy jadłam bułkę, sałatkę z pomidorasków i cebuli i mój ulubiony krem do smarowania chleba serowo-czosnkowy, który kupowałam masowo. Przez cały pobyt w Holandii mięso jadłam powiedzmy dwa razy w tygodniu. Kupowałam często kotlety dla wegetarian, lecz czasem zwykły, zwyklasty kotlet z prawdziwego mięsa.


Obawiam się, że im więcej ludzi tu zajrzy tym więcej będzie tekstów w stylu: kupujesz takie kosmetyki to dlaczego jesz mięso? Równie dobrze można mi zarzucić: kupujesz kosmetyki cruelty-free dlaczego nie wstąpisz do Greenpeace? Albo: Tylko wegetarianizm? Od razu przestaw się na weganizm - przecież kaczka podczas znoszenia jajka też cierpi...
Pisząc tego bloga nie wmawiam czytelnikom: gdy już zdacie sobie sprawę, że testuje się na zwierzakach to dalszym etapem jest przejście na wegetarianizm. Tego typu rzeczy to już jest indywidualna sprawa.
Dodam, że jeśli jesteście inteligentni i zdecydujecie się zrezygnować z obecności mięska w obiedzie to nie zrobicie tego z dnia na dzień. Samo jedzenie topionych serków i pomidorów doprowadzi Was do poważnych dolegliwości zdrowotnych i w konsekwencji będziecie negatywnie nastawieni do tej diety.
W Holandii pracowałam fizycznie i bardzo obawiałam się czy dieta wegetariańska jest odpowiednia dla tego typu zajęć. Czy górnik albo maratończyk może obejść się bez mięsa? Czy ciężarna kobieta nie zaszkodzi swojemu dzieku? Te sprawy jak na razie mnie niepokoją. Od strony psychicznej chyba jeszcze się boję, gdyż całe życie pochłaniałam mięso i dziwne wydaje mi się jego całkowite wyrzucenie z jadłospisu. Zdarzało się, że podczas pracy trochę kręciło mi się w głowie - z tego powodu zrobię sobie badanie krwi, żeby wykluczyć jakieś anomalie w krwiobiegu. Moja mama ma wszystkie możliwe choroby o których się teraz mówi w tv, z cukrzycą na czele, tato ma problemy z serduchem, ciocia jest amazonką. Ludzie - ja naprawdę nie chcę chorować, w dzisiejszych czasach lepiej być zdrowym. Jak dotąd mi się to udawało. Przejście na wegetarianizm to poważna sprawa.

Obawiam się także kolejnego zarzutu mianowicie - w Europie przecież od dawna testowanie kosmetyków na zwierzęach jest zabronione. Tu nawet się zgodzę. Pamiętajcie, że świat to nie tylko Europa. Jeśli wylądujecie na jakimkolwiek kontynencie zauważycie, że wszędzie można kupić np kosmetyki firmy l'oreal.


Dlaczego moloch który rządzi rynkiem kosmetycznym miałby nie mieć laboratoriów np w Chinach, gdzie kosmetyki muszą być testowane na zwierzętach zanim staną na półce w sklepie, zwierzęta obdzierane są żywcem ze skór dla futer, a psy są rarytasem w jadłospisie?

To nie jest kolejny egzystencjalny blog o życiu czy robieniu paznokci. Moim celem jest zwracanie uwagi na rzeczy, o których nie chcielibyśmy wiedzieć. Nie jestem (jak mawiała mgr T. w liceum) alfonsem i omegą w dziedzinie cruelty-free, dlatego jak się rypnę to komentujcie. Ale nie zarzucajcie mi tego, że podczas przechodzenia na wegetarianizm zdarzyło mi się zagryźć wódkę kiełbasą, bo miałam na nią akurat ochotę (może ostatni raz w życiu?). Jestem tylko i aż człowiekiem.
Na swoją obronę mogę powiedzieć, że byłam w pewnej restauracji gdzie serwowano mięso z kangura i żabie udka (a raczej cała żabe, bez głowy, te udka to jakaś ściema) i za nic w świecie bym tego nie ruszyła.
Jestem jak najbardziej za wegetarianizmem, ale jeśli zdarzy się agresywny komentarz nie tylko pod tym kierunkiem to mogę się wyżyć - nie tylko Wy jesteście anonimowi, ja też. Ale żeby blog pozostał na poziomie liczę, żę troglodyci z onetu się tu nie przypałętają.

Dedykuję Wam utwór  "Running up that hill" Faith and the Muse

Bywajcie

niedziela, 1 stycznia 2012

BLOGosławię Nowemu Rockowi!

W styczniu mija rok o d założenia bloga. Postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Co mnie kręciło i co poniecało przez ostatnie 12 miesięcy:

1. Jeśli chodzi o kosmetyczne sprawy to w nocy, o północy potrafiłabym wyrecytować co było hitem: pasta do zębów Himalaya Herbals, krem do ust Carmex, krem dla dzieci Hipp, perfumy Angel Muglera, błyszczyk Nyx, peeling Ziaja Sopot SPA - wszystkie te rzeczy zabrałam do Holandii, były najczęściej eksploatowane.

2. Książki japońskiego pisarza o nazwisku Murakami. Nie jestem pewna czy uwiódł mnie w 2011 czy jeszcze wcześniej... Nevermind. Chłopak mnie naprawdę pochłonął, sprawił, że się o mało nie utopiłam w jego powieściach. Na pierwszy ogień polecam "Norwegian Wood". Potem przeczytajcie "Po zmierzchu" i jeżeli Was oczaruje sięgnijcie po "Ptaka nakręcacza" bo tu zaczyna się psychologiczna jazda ;) Pisarz jest maratończykiem. Podczas treningu zawsze ma przy sobie notes i podobno podczas tego typu wysiłku przychodzą mu do głowy najlepsze pomysły na powieści^^

3. Wegetarianizm. Albo raczej próba zmiany diety z mięsnej na mniej mięsną. Naprawdę wspaniale się czułam w drugim półroczu 2011 kiedy to jadłam bardzo mało mięsa, organizm pracował wyśmienicie, zero zaparć czy złego samopoczucia - przyszło ono wraz z Bożym Narodzeniem kiedy to zagryzało się kiełbasą kielonka jednego z drugim i potem trzecim... Przejście na wegetarianizm jest moim postanowieniem noworocznym numer 1. Wspaniała dieta!

4. Piwo Jagiełło - chlałam je najczęściej, zwłaszcza odkąd otowrzono sklep z piwami regionalnymi niedaleko mojego domu. Kobiety lubią, mężczyźni tolerują. TUTUTU o nim poczytacie.

5. Głos Ben'a Burnley'a z zespołu Breaking Benjamin. Miałam nieustającą jazdę przez - dosłownie - pół roku. Nie wiem co się stało, ale nie słuchałam niczego innego! Ostatni raz taki obłęd miał miejsce parę lat temu gdy odkryłam zespół Therion. Skosztujcie, może też odlecicie przy "Diary of Jane".

6. Anime "Nodame Cantabile". Jestem fanką azjatyckich klimatów. Nodame to historia dwóch muzycznie utalentowanych jednostek: Ona jest nieoszlifowanym diamentem, o lekko debilnym charakterze, On bogatym, rozpieszczonym i genialnym pianistą. Serial to opowieść o miłości do muzyki klasycznej. Oczywiście z happy endem. Posłuchajcie sobie Rachmaninova.

7. Kosmetyki cruelty-free. Pierwszy raz ten napis zobaczyłam na błyszczyku Nyx, który dostałam od Ewy, która go nie używała, a kosmetyk wygrała w konkursie plastycznym u blogerki, której adresu tu nie podam, ponieważ 90% tego co pokazuje na swojej stronie ja nie kupuję. Potem nie pamiętam co było, ale wstrząsnęło mną na tyle, że założyłam bloga o tematyce nie testowane na zwierzętach.

Życzę Wam, żebyście w nowym Roku zostali czymś naprawdę i dogłębnie poruszeni, na tyle, że spojrzycie inaczej na swoje życie i starali się je zmienić, jeśli mieliście ku temu powody. Nie bądźcie jak woda w muszli klozetowej, która na chwilę się wzburzy i po chwili uspokoi. Zbuntujcie się przeciw czemuś! Bądźcie zimni albo gorący! Wszystko Wam wolno, pamiętajcie, że nie wszystko przynosi korzyści.

Pozdrawiam,

odświeżony po prysznicu Sorbet

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...