sobota, 31 grudnia 2011

Poland? No - Holland! Czyli co kupiłam i za ile

Ale najpierw odpowiedź na pytanie pod postem o antyperspirantach dot. drogerii Rossmann i produkowanej dla nich linii Alterra, która posiada certyfikat BDIH, przyznawany produktom organicznym. Osobiście nie kupuję, ponieważ jestem dość restrykcyjna podczas zakupów, a Rossmann na mojej osobistej liście jest firmą testującą. Potwierdza to rozmowa jaką z tą drogerią odbyła Pseudoerbse niemiecka veganka i blogerka, której filmy znajdziecie także na youtube --> klik Tekst jest po niemiecku. Drogeria przyznaje się otwarcie do testowania i dlatego też na wizażu, na liście z przyjaznymi i nieprzyjaznymi zwierzętom kosmetykami, jest na czerwonej. Ale wybór Alterry to indywidualna sprawa - jeśli ktoś lubi to czemu ma nie kupić? Pozdrawiam kolejnego Anonimowego :)



Wracamy do Holandii, gdzie częstym celem moich zakupów była drogeria Kruidvart (jak to przeczytać - nie wiem), gdzie znajdowała się szafa Catrice (lakiery do paznokci są miodzio, kosztowały 2,50 euro (ceny podaję dla zobrazowania różnicy w złotówkach i walucie, która mam nadzieję do nas nie dotrze), natomiast gdy maluję się różem od nich to na twarzy pojawia się ekscytacja gdyż jest wspaniały <i love you>) i Essence (taka sobie firma za którą nie przepadam. Błyszczyki mają lepsze i gorsze, tusz za 1 euro w promocji jest cienki jak barszcz, lakier odpryskuje szybko -_-), oraz mydła Kappus za niecałe 2 eurasie w promocji, jeszcze przeze mnie nie skonsumowane, myślę jednak, że tak pachnieć musi Niebo, jeśli istnieje.

Inną niespotykaną w Polsce drogerią jest DA, ale jak u nich z testowaniem - czas pokaże.


W Venlo na dłużej zakotwiczyłam w ekologicznym sklepie De Tuinen, gdzie kupiłam antyperspirant Dr Organic (5,09 euro) i tonik Himalaya Herbals (4,99). Były także kosmetyki o tej samej nazwie co sklep, na dowód  mam takie oto zdjęcie <zerk niżej> - jest to płyn do demakijażu i tonik zarazem. Baaardzo przyjemny w użytkowaniu, odpowiada mi zapach, nie szczypie oczu, problematyczny przy zmywaniu tuszu, ale tu miewały problemy wszystkie moje płyny.


Muszę przyznać, że nie propagowałam wśród Polaków idei cf. Byli w ciężkim szoku, gdy oznajmiałam, że przestawiam się na wegetarianizm, więc dodatkowe rewelacje spowodowałyby pękanie żyłek u rozmówców. Zresztą wiedząc, że rozmowa kończyć się będzie mniej więcej podobnie, dawałam sobie święty spokój.

Dwa razy wspomniałam, że kupuję nietestowane na zwierzętach. Jedna laska oznajmiła, że woli, żeby było testowane na zwierzętach niż na ludziach, a facet zareagował śmiechem. Dupek. Takie trochę zacofane społeczeństwo, które zarabia więcej niż rodacy w ojczyźnie i wydaje kasę na prawicę i lewicę. Szkoda gadać.

Baj baj

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Ekologiczny Holendrów punkt widzenia

Póki moja głowa jest jeszcze pełna Holandii chciałabym tu kilka rzeczy przytoczyć celem przybliżenia Wam tego europejskiego maleństwa.

Ogólnie rzecz biorąc Holandia jest cudna i wyjeżdżałam z myślą o rychłym powrocie. Jadąc przez małe miejscowości i wsie zauważycie, iż każdy dom, budowany z czerwonej cegły, posiada mały ogródek urządzony jak z bajki, drogi są równe, rowerzyści mają wszędzie wydzielone dla siebie pasy i jest czysto. Nie ma graffiti, ani powybijanych szyb na przystankach. Przez 3 miesiące nie widziałam ani jedengo banera czy reklamy dyndającej gdzieś przy drodze.

Po ulicach jeździ porażająca ilość rowerzystów - jest to chyba główny środek lokomocji, nie należy się jednak dziwić biorąc pod uwagę fakt iż bilety autobusowe są drogie jak cho... są drogie. Żeby przejechać ok 7 km autobusem trzeba wybulić ok 4 eurasków. Tak więc gdy pogoda dopisuje Holendrzy często organizują się w grupy i razem jeżdżą do pracy, tak samo robią dzieci w drodze do i ze szkoły. Jedyne ograniczenie rowerowe dotyczy właśnie dzieci - nie mogą one w jedną stronę do szkoły przekroczyć granicy chyba 20 km (mogę się mylić, nie pamiętam dokładnie jaka to była cyfra, ale gdy ją usłyszałam to byłam w lekkim szoku, bo sama na rowerze tyle nie zrobiłam przez całe swoje życie).


Rower rdzewny :) Jak widać bicykle są wszędzie.
Na zdjęciu poniżej widać czerwony pas po bokach jezdni - jest to droga rowerowa. 


Rowery są wymyślnie przystrojone - widziałam raz dziewczynę, która do kierownicy miała przypięte różowe, sztuczne kwiaty - wyglądało to przepięknie :) Bardzo wiele starszych osób wybiera też środek transportu. W Holandii można sobie pozwolić na wiele - trzeba tylko uważać na rowerzystów :)


W mieście nietrudno znaleźć kontenery na szkło czy plastik. W supermarkecie Jumbo zainstalowana jest maszyna do której wrzucić można plastikowe butelki, kupione w tym sklepie. Maszyna wyda nam paragon, który pokazujemy przy kasie - za każdą butelkę dostaniemy 25 centów.


Lubię blogi, których autorzy piszą krótko i na temat, sama staram się Was nie zanudzać, dlatego teksty są minimalistyczne. Następny post tyczyć będzie (w końcu!) kosmetyków.

A na tej stronie, którą znam dzięki Agacie B. zobaczycie, że Europa i świat rowerami stoi <cicle chic> Zdjęcia zorganizowane są tematycznie np ludzie z pieskami albo kobiety w spódnicach. Znajdziecie też odnośniki do polskich miast - wszędzie jeździ się na rowerach^^

-------------------------------------
guus meeuwis het is een nacht

piątek, 23 grudnia 2011

O Holender, już święta

Otagowania są dobre, Linusiaczek dziękuję :*


Taguję:


1. Ulubiony świąteczny film? Hmmmmmm "White Christmas" z 1954 roku.
2. Ulubiony świąteczny kolor? Biały
3. Ubierasz się odświętnie czy spędzasz święta w piżamie? Dziwne pytanie...
4. Jeśli w tym roku mogłabyś kupić prezent jednej osobie, to kto to by był? Moja najmłodsza siostra, której nie widziałam w realu od maja tego roku. Prezent jej zresztą kupiłam - zostanie jej w końcu w realu wręczony^^ Na zdjęciu wystawa na dachu jakiegoś sklepu w Venlo. Podobne "inscenizacje" wykonane zostały na Halloween:  






5. Otwierasz prezenty w Wigilię czy w świąteczny poranek? Prezent otwieram w dniu moich urodzin, czyli 25 grudnia. W moim domu nie ma zwyczaju kupowania prezentów każdemu, gdyż liczyłoby się to z ogromnymi kosztami - mam 5 młodszego rodzeństwa. Jako ciekawostkę napiszę Wam, że w Holandii pomocnikami Mikołaja są... Murzyni <szok!>. Pewnej niedzieli handlowej (w każdą, pierwszą niedzielę miesiąca prawie wszystkie sklepy w Holandii są otwarte) idę przez Venlo, a naprzeciwko mnie pomyka dwoje nastolatków wymalowanych na czarno, ubranych w papuzie stroje. Mikołaj rozdaje tam prezenty 5 grudnia. Na dowód zdjęcie z dekoracją w perfumerii Douglas:




6. Czy kiedykolwiek zbudowałaś domek z piernika? Nie, pierwszy raz słyszę o czymś takim O_o' Na zdjęciu wystawa cukierni w Venlo:






7. Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej? Lubię iść na spacer po śniegu, a po powrocie golnąć sobie grzańca^o^
8. Jakieś świąteczne życzenia? Niech mi się spełni przesilenie letnie. 
9. Ulubiony bożonarodzeniowy zapach? Hmmm ... cynamon niech będzie. 
10. Ulubione świąteczne jedzenie? Kwas. 


Świątecznych dekoracji holenderskich ulic niestety nie zrobiłam. Wydawało mi się, że jest to bezwyznaniowy kraj, marketing jednak pokazuje, że Holendrzy lubią Boże Narodzenie - wynika to z przystrojonych drzewek przed prywatnymi domami lub gdzieniegdzie widoczna w salonie choinka. Nie ma tego jednak wiele, w porównaniu z ulicami Rzeszowa wygląda to dość mizernie. 


Życzę Wam białych, ciepłych, wesołych w rodzinnym gronie Świąt Bożego Narodzenia <hug>



środa, 21 grudnia 2011

O Holender! - czemu mnie nie było 3 miesiące?! Czyli Sorbeta podróży kilka

Wybaczcie moją blogową impotencję, ale nie miałam dostępu do neta, postowanie nie było możliwe, tak więc olałam ten adres, podobnie jak facebooka, pocztę, oneta i blogi cf.


No więc w celach zarobkowych wyjechałam z Polski na wspaniały Zachód Europy, konkretnie na poł-wsch Holandii. Buszowałam po regionie Limburgia, w okolicach miast Venlo, Sevenum, Maasbree, Horst, Barlo, które to miasta i miasteczka zaatakowałam z pokaźną ilością eurasów w portfelu. Kilka ciekawych widoczków na załączonych zdjęciach.


Jeśli kiedykolwiek słyszeliście, że Holandia to raj dla rowerzystów to nie zaprzeczajcie - jest to fakt! Bicykle są wszechobecne, a rowerzyści to święte krowy. Napiszę to, co dosłownie jedna osoba mi powiedziała i nie mija się to z prawdą: lepiej jest zabić autem pieszego niż potrącić rowerzystę.



Na razie kończę, lecz nie lękajcie się! Pare Holenderskich ciekawostek się jeszcze pojawi i to szybciej niż za 3 miesiące ;)

Aje!

niedziela, 13 listopada 2011

O Holender!

Amorki!

Żyję i pracuję ciężko w Holandii. W połowie grudnia wracam do Polszy i opowiem Wam co, jak gdzie, kiedy i po co tak więc cierpliwości. Będzie parę ekologicznych postów, może kilka słów o tym co tu kupiłam, co z wegetarianizmem na który się przestawiam itede itepe. Pozdrawiam Was ciepło z zimnych, acz pięknych Nederlandów. Ciumole jak przedszkole :*

piątek, 26 sierpnia 2011

Give me a break


czwartek, 25 sierpnia 2011

RozpUSTA


Kochani! 


Szminkę amerykańskiej, drogeryjnej firmy Wet n Wild kupiłam w Pepco tylko po to, żeby Wam zdjęcie zrobić. Kosztowała mnie 8 złych i myślałam, że to jakiś przeterminowany szi...t. Malowałam się nią z lękiem, że mi usta wypali, ale nic z tego - kosmetyk jak najbardziej zdatny do użytku, długo się trzymający (SZOK!), tylko kolor jakiś nie bardzo dla mnie... A może to czerwień już się znudziła? Teraz bardziej celuję w kolorki jak niżej:


Firma Barbra odpisała mi na maila (w którym pytałam o testowanie na zwierzach), niestety tylko połowicznie - ukrywają przede mną do dzisiaj czy składniki są testowane czy nie. Ponoć lakiery mają (jak mawia moja mała Barbra) "wywalone w kosmos". Co do szminki - już tak entuzjastycznie bym się nie wyraziła. Pachnie jak stare szminki mojej mamy. Trudno się je nakłada - twarda konsystencja nie pozostawiająca śladu na wargach nie powinna być cechą kosmetyku do ust. Kolor też jakiś dziki - szminkę wybierałam z palety, jaka prezentuje się na stronie oficjalnej firmy <kliker>


Jestem in love w tych szminkach! Jakościowo lepsze o jakieś 3 długości od dwóch powyższych. Kolory w sam raz dla mnie, tu trafiłam w dychę (jestem chłodny typ urody - cokolwiek to znaczy). Kremowe, faktura jakby woskowa (śliska - takie moje osobiste odczucie), zostawiają cienką warstwę, która utrzyma się długo pod warunkiem, że nie jadacie malowideł do ust, gdy są już na ustach. Polecam jak najbardziej.  

Słit focie: Wet n Wild (niektóre z kosmetyków tej firmy produkowane są dla wegan), Barbra Cosmetics, Nyx.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Antypoty





W jednym komentarzu poproszono mnie o wyliczenie cruelty-free-perfum z wyższej półki. Nie wszystko jest dostępne w Polsce, ale wiem, że czytają mnie ludzie w innych państwach. Miłej aromaterapii perfumiarskiej życzę <naf naf>:

L'occitane
Thierry Mugler
Azzarro (Chrome jest w Naturze)
Prada
Moschino (Funny mi się podoba)
Paco Rabane
Carolina Herrera
Come de garcons
Nina Ricci
Lolita Lempicka
Korres
Victoria's Secret
Yves Rocher
Pacifica
Lakshmi

Niepewni są:
Jo Malone
Tom Ford (do polskich perfumerii dopiero wchodzi)
Michael Kors
Missoni
Donna Karan (obdziera zwierzęta z futer)
Chanel (jak wyżej)
Elisabeth Arden
Rhianna Reb’l Fleur

Zdjęcia antyperspirantów: Ziaja, Yves Rocher i Iwostin.

EDYCJA Ten post jest nieaktualny! Bezpieczni są: Korres i Pacifica

piątek, 19 sierpnia 2011

Debatowanie


Zobaczymy co z debat, ustaw i gadania polityków wyniknie.

Zastanawiam się jak wielką okazałabym się tchórzofretką w przypadku, gdybym faktycznie skonfrontowała się z kimś kto znęcałby się nad zwierzakiem (nigdy nie byłam w takiej sytuacji) lub jak bardzo agresywna bym była i zwyzywała faceta od ostatnich złamasów lub babę od głupich piiiiiiipek (pardon my french).  

Zdjęcie ze strony kwejk.pl

wtorek, 16 sierpnia 2011

Jestem tak bardzo ekologiczna



A teraz pastiż gotyckiego wiersza i lekka jego modyfikacja na potrzeby ekologiczne:

Jestemtak bardzo ekologiczna... segreguję nawet bilety MPK
Jestemtak bardzo ekologiczna... budzę się o świcie i zasypiam o zmierzchu
Jestemtak bardzo ekologiczna... wymierzam lewego sierpowego siostrze, która ładuje komórkę przez noc
Jestemtak bardzo ekologiczna... strofuję mamę, gdy nie zakręca wody podczas mycia zębów
Jestemtak bardzo ekologiczna... zmuszam brata do kupowania piwa regionalnego zamiast niemieckiego
Jestemtak bardzo ekologiczna... głoduję, bo kupiłam żarówki energooszczędne
Jestemtak bardzo ekologiczna... zainwestowałam w dziurkacz i sama robię przy jego pomocy kartki do segregatora
Jestemtak bardzo ekologiczna... od 5 lat kupuję szmaty w szmateksie, bo szmaty markowe to ... szmaty
Jestemtak bardzo ekologiczna... zamiast papierowych ręczników w domu używam ścierek bawełnianych i piorę je w proszku cruelty-free =3
Jestemtak bardzo ekologiczna... chodzę na piechotę po całym mieście w poszukiwaniu kontenera na baterie i ... nie znajduję go!
Jestemtak bardzo ekologiczna... biorę chłodny prysznic zamiast gorącej kąpieli
Jestemtak bardzo ekologiczna... zdałam prawo jazdy i ... jeżdżę autobusem =/
Jestemtak bardzo ekologiczna... gdy ekspedientka proponuje mi w sklepie torebkę foliową - subtelnie odmawiam
Jestemtak bardzo ekologiczna... znajomym rozdaję własnoręcznie robione kartki urodzinowe. Są zachwyceni! ...Chyba...
Jestemtak bardzo ekologiczna... mój barek wypełniają butelki ... po zurzytych kosmetykach, które mogą mi się jeszcze przydać

Obrazek: woda po goleniu Bond. Należy do Pharma CF (jak cruelty-free^^)

sobota, 13 sierpnia 2011

Post kocisty


Dziś pokażę Wam co można zrobić z kotem za pomocą dobrej karmy, regularnie sprzątanej kuwety i dużych pokładów miłości. I paru zabawek własnej roboty. I kilku misek na suchy pokarm i wodę. I poduchy na której Futrzak sobie leży. I drapaka ewentualnie. Obroża przeciwpchelna też się przyda. I grzebień do czesania długiego włosia. ^^


Oto kot mojej siostry befor (u góry) i after (zerkaj w dół).


RaBarbar zwierzaka przygarnęła, ponieważ miał zostać utopiony (był efektem niekastrowania zwierząt na wsiach). Gdy do nas trafił miał zaropiałe oczy i zasmarkany nos, do tego pchły. Fąfel otoczony opieką wyrósł na kota-imprezę. Pokładów energii może mu pozazdrościć 10-letni dzieciak z adhd. Nadworny nasz Miziak niestety nie dogaduje się ze współlokatorką - czarną kocicą.


Tego posta nakreśliłam dlatego, żebyście przygarniali bezdomne zwierzaki ze schroniska, a nie ze sklepu, z giełdy czy bazarka, gdzie "hodowca" wyciśnie z Was 800 zł. Do zoologicznych trafiają zwierzaki z pseudohodowli, często nie są one rasowe, produkowane (sorry, nie mogłam znaleźć lepszego słowa) masowo tylko po to, żeby hodowca mógł sobie dorobić. Rasowy zwierzak (taki, który na wystawach pokaźne nagrody zgarnia) powinien pochodzić z zarejestrowanej hodowli, mieć rodowód (wypisane są tam przodkowie zwierzaka chyba na 3 pokolenia wstecz) Zawodowy hodowca będzie interesował się losem swojego zwierzaka i nie odda go w niepowołane ręce.

Schroniska na wakacjach są przepełnione, ponieważ poprzedni właściciele nie mogli sprostać tak morderczemu i stresującemu zadaniu jak opiekowanie się psem lub kotem. Pragnę zaznaczyć, że jeśli jakiś pies jest agresywny i pogryzie dziecko to jest to wina właściciela, który trzymał go np na krótkim łańcuchu. O wychowaniu psów i o diecie wegetariańskiej jest wręcz cały kanał! Prowadzi go wspaniała dziewczyna, która  zna się na rzeczy. Zerkajcie --> MojPsiSwiat


Zdjęcie: karma dla kotów First Class. Zwróćcie uwagę na skład i porównajcie go w sklepie do karmy whiskas.

piątek, 5 sierpnia 2011

The Freshmaker

Post oddaję zielonemu_listkowi, która jak dotąd najczęściej udziela się w komentarzach:) Za wszystko dziękuję^^



Dzięki uprzejmości właścicielki tego bloga (dzięki Sorbet), która wpadła na pomysł, abym napisała recenzję mojego najnowszego nabytku, mogę się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat płynu do płukania jamy ustnej Perio Wash. Płyn produkuje amerykańska firma Nature’s Answer, która głównie posiada w swojej ofercie suplementy diety. Wyroby ziołowe tej firmy, takie jak płyn PerioWash są całkowicie cruelty-free. Ponadto firma ta deklaruje, że nie testuje swoich produktów na zwierzętach, jednakże zaznaczam że produkowane przez nią suplementy diety zawierają substancje odzwierzęce. Nature’s Answer produkuje nie tylko płyny do płukania ust, ale i całą linię do pielęgnacji jamy ustnej (pasty, żel do stosowania na wrażliwe dziąsła).
Długo szukałam płynu do ust, który spełniłby moje oczekiwania. Zależało mi na tym, aby był on jak najbardziej naturalny, bez zawartości alkoholu i przede wszystkim ukoił moje wrażliwe dziąsła. Ten płyn świetnie wpasował się w moje oczekiwania. Płyn ma rewelacyjny skład:
Phytoplenolin (Centipeda Cunninghamii Extract), Bio-Chelated Extracts: Calendula Flower, Chamomile Flower, Echinacea Purpurea Tops, Gotu Kola Herb, Prickly Ash Bark, Olive leaf, Grapefruit Seed, Black Walnut Green Hulls, Green Tea Leaf, Goldenseal Rhizome, Essential Oils of Peppermint, Oregano, Rosemary, Lavender, Cinnamon, Clove, Lemon Balm, Eucalyptus, Thyme, Bio-Saponin (Quillaia, Yucca Extract, Sarsparilla Root Extract, Wild Yam Root Extract), Xylitol, Folic Acid, Aloe Vera (Aloe Barbadensis), Coenzyme Q10, Chlorophyll.
Base Ingredients: Purified Water, Vegetable Glycerin.
W skrócie: dużo ziół i naturalnych wyciągów min. z zielonej herbaty i aloesu, kwas foliowy, koenzym Q10.
Nie zawiera:
-alkoholu,
-konserwantów i innych nieprzyjaznych naszemu zdrowiu substancji,
-polepszaczy smaku, substancji słodzących.
Płyn przyjemnie odświeża oddech, nie wyżerając połowy jamy ustnej ;) ma się wrażenie, jakby się płukało buzię mocno skondensowaną herbatą ziołową. Ostatnio spuchły mi dziąsła i płyn je bardzo szybko ukoił. Kupiłam ten produkt w sklepie internetowym iHerb, gdzie może się on poszczycić najwyższą oceną użytkowników tej strony w swojej kategorii (4,7/5, biorąc pod uwagę 322 recenzentów, to całkiem ładny wynik). Reasumując, zamierzam w przyszłym miesiącu kupić płyn ponownie i to od razu dwie butle :D
Pojemność: 480 ml
Cena: ok. 7 $ w sklepie internetowym iHerb

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Ring

Ladies and Gentlemen!!!


W górnym narożniku reprezentujący firmę Ziaja peeling do ciała Sopot SPA! Drobniutkie są drobinki i sędzia używa ich do twarzy, dekoltu i dłoni, do ciała natomiast preferuje produkty, które pomagają w eksterminacji cellulitu i trą ciało niemalże do krwi, a nie lekko łaskoczą skórę - tu nazwa jest więc trochę myląca. Zapach alg, morza, przewietrzonego pokoju. Lekką przewagę nad przeciwnikiem osiągnął dzięki łatwej dostępności - do kupienia w każdej polskiej drogerii. Ocena 5/5 (nie ma się do czego przyczepić... no może zakrętka trochę ciulowa).

W dolnym narożniku peeling na bazie brązowego cukru trzcinowego Lavea! Cukier jest genialny - jeśli myjąc twarz niechcący wyciapiemy sobie usta wystarczy go zlizać - jest pyszny! Peeling przypomina cukier do którego wlało się płynnego miodu. Świetnie nawilża! Balsam można odstawić, gdyż po użyciu tego peelingu staje się zbędny. Produkt niestety trudno dostępny, widziany jedynie na stronie internetowej firmy Lavea, co nie zmienia faktu, że warto w niego zainwestować. Ocena 5/5


piątek, 29 lipca 2011

Mlask mlask chrup mniam



Na zdjęciach odświeżacze jamy ustnej. Jedne z nich należą do Ferrero (chyba Tic Tac), którego inne produkty także można kupić w sklepie za przysłowiowym rogiem.

Zdjęcie Mentosów zawdzięczam mojej mini-siostrze, która wygrała je w konkursie na facebook'u - warto polubić.

piątek, 22 lipca 2011

Copa America Nails


Z okazji zbliżającego się finału i chwili natchnienia wysmarowałam wzorek^^ Uwielbiam oglądać piłkę nożną. Można się odmóżdżyć i trochę poekscytować. Raz na jakiś czas staję się kibicem z piwskiem w ręku, ale bez szalika, na szczęście. Myślę, że około roku 2050 moje wspomnienia będą wyglądać mniej więcej tak:
- Wnusiu, to było w 1998 roku, gdy Francja zdobyła Mistrzostwo Świata!

Ostrzegam, że do wykonania tego wzorka należy mieć dyplom paryskiej lub krakowskiej Akademii Sztuk Przepięknych, dwa lata doświadczenia jako nauczyciel plastyk plus własna wystawa w nowojorskiej galerii. Żartuję. Ładnie spiłowane paznokcie, dwa paski do frencza i kilka kolorowych lakierów wystarczy.


Tak wyglądały paznokcie zanim dodałam kolejne warstwy tworzące flagi. Siostra skwitowała, że mam na dłoniach sygnalizację świetlną, gdyż zużyłam przypadkowo te właśnie 3 kolory - wzorek polecany na egzamin z prawa jazdy;) 


Jestem tak bardzo ekologiczna: jeśli lakier Wam zgęstniał to nie wyrzucajcie go - bezbarwny lub jakiś blady róż świetnie będzie udawał klej. Kolorowymi  można wymalować szpetne pudełko lub kieliszek - 10 ml wystarczy do pomalowania kielonka do szampana.



Piłkarski dowcip obrazujący sympatię fanów dróżyn Real Madryt i FC Barcelona. Strasznie mnie bawi^^:
Nauczycielka pyta Jasia:
- Jasiu, gdzie pracuje Twój tata?
- Mój tata jest męską prostytutką i pracuje w barze dla pedałów, proszę Pani.
- Ależ Jasiu, przecież Twój tata jest piłkarzem Realu!
- Wiem, ale wstydziłem się przyznać...



Na zdjęciu: China Glaze Lemon Fizz, miniaturka lakieru IsaDora Summer Red 182, Avon Vintage Blue. Poza tym użyłam lakierów firm testujących, które wykańczam, a których z przyzwoitości tu nie wymienię.

Pozdrawiam Urugwaj,

Żulek Sorbet \(^o^)/

sobota, 16 lipca 2011

Komu w drogę, temu buty!

Dzisiejszy post należy do wizażanki i wegetarianki Chatul, której serdecznie dziękuję :* To dzięki jej wpisom na tym forum <klik> dowiedziałam się o butach ze skóry ekologicznej. Ponieważ Chatul jest posiadaczką takowych poprosiłam ją o recenzję oraz zdjęcie, które widnieją poniżej: 





Glany kupiłam w maju 2010 roku. Kupowałam je na polskiej stronie glany.pl, bo tam się najbardziej opłacało. Butki są zrobione ze świetnego tworzywa o nazwie vegetan micro - materiał jest miękki, ale jednocześnie wytrzymały. Glany były ze mną już na jednym Woodstocku, niedługo pojadą na kolejny ^^ Widać ślady użytkowania, ale buty nie są zniszczone. Zwłaszcza, że niczym niestety ich nie smaruję. Jest mało preparatów do skóry ekologicznej (a nie można skóry ekologicznej smarować pastami do skóry zwierzęcej!). Główne ślady użytkowania to małe przetarcia na przodzie butów. Zieleń trochę schodzi, także gdzieniegdzie glany są już czarne. Ale to mi akurat nie przeszkadza.
Te glany to moje jedyne obuwie. Chodzę w nich przez cały rok, także spotkały się one już ze śniegiem, deszczem, wiatrem, błotem i piaskiem na plaży. Także jak na takie intensywne użytkowanie, trzymają się świetnie.
Moim zdaniem mają tylko dwie wady - pierwszą jest cena, płaciłam za nie ponad 400 zł. Drugą wadą jest dostępność, nie widziałam tych butów w sprzedaży stacjonarnej. Natomiast buty same w sobie nie mają żadnych wad - po prostu rewelacyjne glany.

wtorek, 12 lipca 2011

Odpowiedź na komentarz



W komentarzu pod postem "Gumolandia" czytelniczka postawiła zarzut, iż firma Joanna nie powinna być traktowana jako cruelty-free, ponieważ w składzie żelu do golenia znajduje się składnik, który pochodzi z uboju zwierząt. Nie wiedziałam o tym - dziękuję Ci za komentarz i już piszę dlaczego nie wywalam Joanny z listy.

Składniki, takie jak tłuszcz zwierzęcy, znajdują się np w mydłach (patrz Biały Jeleń i Biały Wielbłąd). Prawdopodobnie także inne składniki z rzeźni znajdują się w kosmetykach i wegetarianie nie kupują takich produktów. Przyznaję, że jestem w trakcie eliminowania mięsa z jadłospisu, co było - jak trafnie zauważyła Ewa, jeden z moich licznych wyznawców XD - przewidywalnym krokiem osoby, która pisze poniższe słowa.

Cruelty-free to termin odnoszący się do produktów, których powstanie nie wiązało się z testami na zwierzach (czyt.: cierpieniem zwierząt). Jeśli do produkcji nie użyto składników pochodzących z uboju zwierząt mówimy o kosmetykach wegetariańskich. Jeśli nie korzystano z jajek, mleka lub miodu - mówimy o kosmetykach dla wegan. Mój blog ma na celu zwrócenie uwagi na problem testowania na zwierzętach. Dopóki ludzie jedzą mięso, dopóty będą istnieć rzeźnie, a więc resztki zwłok będą wykorzystywane np w kosmetologii, ponieważ tłuszcz zwierzęcy jest tańszy niż pozyskanie tłuszczu roślinnego (uprawa roślin, nawożenie, czekanie aż zakwitną o określonej porze - to zajmuje czas i pieniądze). Wiele osób je mięso, ale nie znaczy to, że chcą wydawać swoje pieniądze na koncerny, które finansują testowanie na zwierzakach. Jest to chyba częsty zarzut: "Nie kupujesz garniera, ale mięso młócisz - gdzie tu logika?!" Firmy jakie się tu pojawiają deklarują, że nie testują składników na zwierzętach i raczej nie mogą być posądzone o posiadanie swoich laboratoriów, gdzie testuje się na królikach najnowszy kremik, który sprawi, że zmarszczki wygładzą się o 2 miesiące.

Planuję w przyszłości przypisywać wegetariańskim firmom literkę W w etykiecie "firmy kosmetyczne", żebyście mogli szybciej je zlokalizować. V przypiszę firmom wegańskim.

To chyba tyle na ten temat. Na koniec mam prośbę do Anonimowych - podpisujcie się jakoś. Chcę mieć możliwość nie tylko podziękowania, wszak czasem wypada Was wyróżnić za to, że komentujecie i zwracacie mi uwagę, lecz także zbluzgania, jeśli przypałęta się tu jakiś troll.

Zdjęcie: błyszczyki Eveline, Nyx i My Secret.

piątek, 8 lipca 2011

Adore


Kochane Amorki Płci Żeńskiej!

Na zdjęciu: Paloma, preparat przyspieszający wysychanie lakieru (do paznokci). Jest to oleisty płyn z pędzelkiem, który nanosimy na gotowe, pomalowane paznokcie.

Opiszę jego instrukcję obsługi:
- pomaluj paznokcie kolorowym lakierem,
- poczekaj 1-2 minuty, aż lakier przeschnie (inaczej pędzelek się Wam uświni, tak jak mi się niefortunnie zdarzyło >.<" ),
- lekko malować olejkiem płytkę paznokcia jak podczas normalnego malowania (niewielka ilość wystarczy),
- nie dotykaj niczego przez 5 minut,
- voila!

Olejek na kamień nie wysusza lakieru - odradzam wyciskanie pryszczy czy dłubanie w zębach dopiero co pomalowanymi nim paznokciami - ślad na pewno jeszcze się odciśnie. Niemniej wszystkie inne chwyty dozwolone.

Test: stuknij lekko paznokciem o drugi paznokieć. Jeśli poczujesz, że "kleją się" do siebie - są mokre. Przy całkiem suchych nie będzie tego wrażenia.

Preparat przyda się zwłaszcza tym dziewczynom, które namiętnie robią wzorki na paznokciach typu cupcake czy flaga Urugwaju z okazji Copa America (oh, Forlan!), tudzież używających wszelkiej maści cekinów, bulionów, cyrkonii, kryształków Swarovskiego - czyli, gdy trzeba użyć wielu warstw lakieru bezbarwnego. Na pewno warto w Palomę zainwestować, gdy mamy 100 lakierów, które już gęstnieją i wysychają 6 godzin oraz gdy jesteśmy zabiegane i nie mamy czasu na takie ćwiczenia jak machanie dłońmi w powietrzu (podobno to nie pomaga w przyspieszaniu wysychania, więc nie róbmy z siebie widowiska ^^ ).

Polecam.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Kawaii Hell Kitty!

Dzisiaj bez foty ponieważ nie posiadam nic firmy Hello Kitty (nie przepadam za mordką bej bestii). Jeśli Ty też nie jesteś fanem może zaintryguje Cię ta ono strona <przenieś>

O stronie dowiedziałam się z książki, którą Wam gorąco polecam. Chodzi o "Zakupologię" Martina Lindstroma.


Jest to lektura o tym co wpływa na nasze decyzje podejmowane w sklepie. Dowiecie się dlaczego najbardziej racjonalnie myślące osoby ulegają przesądom, co to jest reklama podprogowa, dlaczego kit kat jest tak bardzo popularny w Japonii, gdzie na rynku nie utrzymuje się 9,7 na 10 nowo wprowadzonych towarów i jaki udział w tym wszystkim ma mózg.

Książka jest naszpikowana ciekawostkami. Autor jest przede wszystkim inteligenty, a to mnie podnieca. Polecam. Wciągnie Was. Zakupy i reakcje na oglądane reklamy już nie będą takie jak dawniej :)

piątek, 1 lipca 2011

DZIEŃ PSA

Moi Drodzy Czytelnicy!

Niedawno obejrzałam film dokumentalny pt. "Ziemianie" (tytuł oryginału: Eartlings, dostępny na youtube). Film stworzony, by uświadomić przeciętnego człowieka, w jaki sposób współczesna cywilizacja wykorzystuje zwierzęta do własnych celów (treść: filmweb).



Myślicie, że "Teksańska masakra piłą meczaniczną" to przerażający film? Obejrzyjcie sobie "Ziemian". Obejrzyjcie nie po to, żeby się zadręczać, ale po to, żeby znać prawdę o procedurach pozyskiwania mięsa, traktowania zwierząt w cyrkach czy tego skąd się biorą futra. Earthlings Ziemianie (inny tytuł: Mieszkańcy Ziemi) - o tym jakimi świniami potrafią być ludzie. Nie jednostki, lecz całe ich masy. Bardzo mocny film, myślę, że warto go obejrzeć, by nie być obojętnym na zło jakiego od człowieka doświadcza tzw. mniej inteligentna istota.

W filmie jest wiele odniesień i podobieństw do holokaustu. O tym jak najtaniej zabić zwierzę w celach konsumpcyjnych - tutaj pomysłowość nie zna granic. Myślę, że w rzeźniach pracują ludzie, którzy lubili zawsze wyżywać się na młodszych kolegach i sprawiało im to przyjemność. Myślę też, że tacy ludzie są niebezpieczni w normalnym życiu, poza pracą. Empatyczne osoby nie wytrzymałyby długo w takim miejscu.

Film nie dla wszystkich. Prawdę mówiąc - nie ogarniam dlaczego tak się to wszystko odbywa... Myślę, że konsumpcja i szybki styl życia doprowadziła do masowej znieczulicy. To jest najmocniejszy film dokumentalny jaki dotąd widziałam, gdyż pokazuje wymyślne metody znęcania się nad istotą która nie może się bronić. Testy na zwierzętach obejmują piątą, ostatnią część filmu (pod koniec 8 części podanego wyżej linka na yt). Niektóre niewykształcone osoby twierdzą, że zwierzęta to niższy gatunek i odczuwają ból inaczej. Po seansie nie będziecie płakać czy biadolić, że świat jest zły. Raczej nie będziecie już obojętni na nędzę innych stworzeń, nie tylko zwierząt ale i ludzi. Będziecie bardziej odważni, żeby stanąć w obronie kogoś (także zwierzaka, a może przede wszystkim zwierzaka? Film jest tylko i wyłącznie o nich. Człowiek to... nie człowiek,  w niektórych skrajnych przypadkach) kto jest krzywdzony.

Po filmie gapiłam się przez okno, patrzę, a tu jakaś kobita idzie z pieskiem. Takie oto myśli przechodziły mi przez głowę:
- Jak pojedziesz na wakacje to co zrobisz z psiakiem? Weźmiesz go ze sobą czy zrobisz rundkę do lasu i przywiążesz go do drzewa?
Potem głaskałam swojego kota po łebku. On ma ogromne oczy. Patrzę w te spodki i zastanawiam się co by mnie skłoniło, żeby obedrzeć go żywcem ze skóry (nie panikujcie - normalnie nie mam takich myśli. Po prostu byłam po seansie "Earthlings"!)?

Narratorem jest Joaquin Phoenix, wegetarianin.

Polecam, smutny Sorbet

wtorek, 28 czerwca 2011

epicfacts.net


Zaczerpnięte z epicfacts.net

niedziela, 26 czerwca 2011

Klub Dwóch Kotków





- No i przyszłam do niej o świcie i pacam ją łapką po twarzy, bo wiem, że to lubi, i mówię, żeby kupiła jakąś inną suchą karmę, bo ten Kitekat, co go jemy, to jakaś chemia niezdrowa i nie będę tego jadła.
- No. Sucha karma to podstawa. Mokrego żarcia mogę dostać w niewielkich ilościach, ale suchej powinno być zawsze dużo i dobrej jakości. Smakuje Ci Acana?
- Tak, aż mi się uszy trzęsą. Ciekawe gdzie Mama - Sorbet postawi spodek z wodą tym razem?
- Fajna jest ta zabawa w szukanego.
- Trzeba się jej odwdzięczyć. Ja już nie będę uciekać, gdy mnie będzie brała na ręce.
- A ja nie protestowałem wczoraj, gdy włożyła mi zimne stopy pod brzuszek, gdy leżeliśmy sobie wieczorem na łóżku.
- Nie jedz tak szybko, Grubasie!
- Nie jestem gruby tylko puszysty! Zagramy w "Patty-cake"?
- Jak te dwa tłuściochy na Youtube? Ok!

czwartek, 23 czerwca 2011

Zagadka



Z kim rozmawia mój Tata:
- Jaki Ty ładny jesteś. A przyjdziesz dzisiaj do mnie do łóżka? Przyjdź, porozmawiamy sobie. No chodź, pogłaszczemy Cię po brzuszku... I przeeewracamy na plecki.... Oooo, łapki zmarzły?

Odpowiedzi szukajcie w komentarzach :)

Fota: krem do golenia Kanion.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Uśmiech proszę


Cześć!

Po ostatniej wpadce z pastą Lacalut <policzkuje się (@_@)> postanawiam podzielić się refleksjami na temat kupionej przeze mnie jakiś czas temu pasty Himalaya Herbals, która jest zdecydowanie cruelty-free:)

Na wstępie kilka łacińskich terminów. W dobrej paście powinniście szukać m.in. takich składników jak:

zanthoxylum lub triphala (środek pomoże w leczeniu wrażliwości zębów oraz krwawieniu dziąseł),
punica granatum (właściwości antybakteryjne),
embelia ribes (zwalcza bakterie w jamie ustnej),
xylitol (wzmacnia szkliwo oraz unicestwia próchnicę),
chlorek cetylopirydyny (ogranicza odkładanie się płytki nazębnej, która w konsekwencji tworzy kamień nazębny, oraz przeciwdziała zapaleniu dziąseł),
Fluor występuje w postaci związków takich jak: monofluorofosforan sodu, fluorek sodu, aminofluorki, fluorek cyny (uodparniają zęby na próchnicę). Na tubce zawsze powinna pojawić się informacja dotycząca stężenia fluoru w paście, podawana jest ona w jednostkach ppm (parts per milion). Pasty zawierają od 500 do 1500 ppm fluoru (ostatnimi czasy postrzegany jest jako substancja szkodliwa dla zdrowia. Tak więc zwracajcie uwagę na pasty z niską jego zawartością). Innymi popularnymi ziołami jest szałwia, rumianek, drzewo herbaciane, eukaliptus, arnika (aloe vera).

Do rzeczy: jest to świetna, ziołowa pasta do zębów! Takiego stężenia mięty w produkcie nie ma nawet granatowy Mentos. Z listy którą podałam wyżej zawiera: punica granatum, zanthoxylum alatum, vitex negundo, fluor. Ponadto zawiera takie zioła jak: acacia arabica, triphala, embelia ribes (wygooglować) - pominęłam składniki, które znajdują się dalej w składzie. Jest to pierwsza pasta po używaniu której nie mam nalotu na zębach (zwłaszcza przy dziąśle) - oczywiście metody mycia nie zmieniłam, od roku "wymiatam" szczoteczką jamę ustną. Zwracam Wam uwagę, że myjemy zęby głównie po to, aby pozbyć się z powierzchni szkliwa płytki nazębnej (nazywanej też płytką bakteryjną lub osadem nazębnym), którą łatwo usunąć podczas mycia zębów, a która nie usuwana systematycznie powoduje kamień i w konsekwencji próchnicę. Zęby mam wręcz zdezynfekowane dzięki ziołom Himalajów - doznanie wręcz ekstatyczne \(^o^)/
Himalaya to pasta wegetariańska. Co to znaczy? W pastach i mydłach zawarta jest gliceryna, którą otrzymuje się poprzez hydrolizę tłuszczów zwierzęcych. Tak więc pasta wegetariańska nie zawiera gliceryny. Składnik ten może być pozyskany syntetycznie, a ponieważ Hmalaya ją zawiera, zakładam, że jest to właśnie syntetyk.

Mój osobisty hit. Polecam!

Zdjęcie: Himalaya Herbals, 100g + 50g, do kupienia w aptekach lub na stronie firmy <tu>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...