czwartek, 12 października 2017

PIXI ROLL POD OCZY

Moim małym odkryciem ostatnich miesięcy jest firma PIXI (odkryłam ją w sieci M&S). Ponieważ nie jest to najtańsza firma świata zakupy musiałyby być mocno przemyślane. Zdecydowałam się na pielęgnację i zafundowałam sobie eliksir typu roll-on pod oczy, ponieważ mój krem do tej części ciała Nonique dożył swych dni. 

Po wyciągnięciu z tekturki zauważyłam, że tubka jest zadziwiająco ciężka i zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie (wydało mi się, że dostałam kilka litrów tego cudu). Płyn jest bez zapachu. Trzeba lekko wstrząsnąć przed użyciem. 


Pixi jest megawygodny i szybki w użyciu. Mamy tu 10 ml delikatnego płynu, którym po prostu masujemy okolice oczu. Ma zminimalizować efekt stresu, cienie pod oczami i zapobiec oznakom starzenia się delikatnej skóry. Wg mnie wszelkie kosmetyki pod oczy działają głównie dlatego, ze trzeba je wmasować lub wklepać w skórę, a już to jest wystarczający powód, że zmarchy się nie pogłębiają. 

Jednym z największych plusów jest zdecydowanie metalowa kuleczka, która pozostaje cały czas zimna, dzięki czemu nieco zmniejszy opuchliznę poranną. Dodatkowy punkt zdobywa złota zakrętka - łatwo ją odkręcić nawet mając tłuste od olejku palce. 

Roll-on trzeba trzymać w pionie, ponieważ płyn wycieka przez kulkę leżąc. 


Zdecydowanie wart zakupu!
-------------------------------------
COLD MOUNTAIN IDUMEA

niedziela, 8 października 2017

ORGANICZNY ZMYWACZ BENECOS

Chętnie próbuję wegańskie kosmetyki, nie lubię kupować dwa razy tego samego, więc gdy powoli wykańczałam mój no name zmywacz do paznokci z Boots'a wydałam kilka funtów na cytrynowy zmywacz do paznokci firmy BENECOS.

Ma certyfikat BDIH, nie zawiera acetonu. W składzie jest olejek cytrynowy oraz olejek ze skórki pomarańczowej, więc pomimo alkoholu w składzie nie wysusza płytki. Bardzo odżywczy, bezpieczny zmywacz.


Sokole oko wychwyci w tle scenę z serialu Rzym - polecam! 


Zmywacz więc zmywa? Możemy się niestety rozczarować. Jest to jeden z tych produktów, które niestety nie spełniają pokładanych w nim nadziei... Jedną, cienką warstwę pastelowego lakieru zmywa ładnie, ale jeśli są to dwie, grube warstwy czarnego to odpuście. Na pewno nie warto go mieć jeśli co drugi lakier w kolekcji mamy brokatowy. 

Jeśli chcecie się przekonać jak usuwa wyciągnijcie z lodówki cytrynę, wyciśnijcie ją na płatek i zmyjcie lakier - to nic nie daje. Zmywałam, aż miałam wrażenie, że płytkę sobie zdeformuję. Bordowy lakier schodził, ale po 10 minutowym przecieraniu, a pomimo to zostały warstewki lakieru po bokach i w miejscach, gdzie nałożyło się malowidła nieco grubiej.

Jest bardzo delikatny, przyda mi się do zmycia jednej warstwy bezbarwnego lakieru lub odżywki, ale ja lubię mieć 3 warstwy, obecnie są to ciemne, jesienne kolory; ich zmycie jest nieosiągalne z tym płynem. Warto go mieć w przypadku rozdwajających się i zniszczonych paznokci. Nie będzie potęgował zniszczeń.

Nie jest wydajny - szybko wysycha i płatek kosmetyczny trzeba często zlewać. 

Gwoździem do trumny tego produktu to zapach - kojarzy mi się z benzyną o zapachu cytrynowym. Zostaje nawet po umyciu dłoni mydłem. 

---------------------------------------------

poniedziałek, 2 października 2017

NEAL'S YARD REMEDIES

Cytat z powieści Szczygieł Donny Tartt:

Wszystko, co jej dotyczyło, wzbijało wir fascynacji, od staromodnych walentynek i haftowanych chińskich wdzianek, które kolekcjonowała, po pachnące buteleczki z kosmetykami Neal's Yard Remedies (...)

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie. Zawsze gdy trafiam na takie nazwy w książkach (w powieściach Tartt jest wiele takich) to potem je googluję, po prostu z czystej ciekawości, żeby wiedzieć jak rzeczy, które pojawiają się w rękach bohaterów, wyglądają.

NYR to bardzo elegancka, ekskluzywna wręcz, brytyjska marka charakteryzująca się niebieskimi opakowaniami. Buteleczki są szklane, pięknie wyglądają, na pewno je ponownie użyję. Kilka produktów jest wegańskich.

Skusiłam się na coś dla mojej młodej kobietki, ponieważ kosmetyki dla dzieci i mam również są w ofercie. Szampon oraz płyn do kąpieli w jednym jest bardzo gęsty, a co za tym idzie wydajny. Mocno się pieni; być może spieniacz powoduje, że osesek ma przesuszoną skórę na czole - smaruję je olejkiem tej samej firmy, o którym niżej.


Organicznego olejku używam też na pupcię, żeby uniknąć odparzeń na młodej skórze. Niewielka pojemność i cena to dwie wady powodujące, że szkoda mi go stosować na całe ciało. Myślę, że na rynku jest wiele równie dobrych olejków, chociażby olej kokosowy, który starczy na dłużej. Aplikacja też jest niewygodna - wolałabym coś pompko-podobnego.



Butelki NYR nie są pakowane w tekturki, zakrętki zabezpieczone są minimalną ilością folii. Wiele produktów zamkniętych jest w szklane, ciemno niebieskie butelki (olejek jaki posiadam), ale są również plastikowe (szampon). Firma bardzo przypomina mi John Masters Organics. Jeśli chcecie założyć biznes kosmetyczny to wymyślcie mu 3-członową nazwę, zapakujcie w ciemne, aptekarskie szkoło i sprzedawajcie po bajońskiej cenie - klientki na pewno się znajdą!

----------------------------------------------------------------
XANDRIA LIKE A ROSE ON A GRAVE OF LOVE

wtorek, 19 września 2017

KWAS CHLEBOWY LITEWSKI



Nie ma ludzi którzy nie lubią piwa. Są ludzi, którzy nie wiedzą jakie piwa lubią. 



Dzięki kanałowi Tomka odkryłam bogaty świat piwny... gdy byłam w ciąży :D Co za niefart! Uwielbiam piwo, a jego recenzje wyglądają smakowicie. Już nigdy nie sięgnę po piwo koncernowe. Całe szczęście, że istnieją wersje bez alko. Te mi jednak nie odpowiadają smakowo, wszystkie są takie same, takie podróbki. 

Zasmakowałam natomiast w kwasach chlebowych. Wypiłam ich kilka i najbardziej podszedł mi litewski - pyszny! Daję mu złoty medal. 


Jedyny w szklanej butelce i normalnych gabarytów - przeważnie kwasy są w plastikowych flaszkach, o pojemnościach wielkiej coca coli. Z racji mojej niepohamowanej łapczywości wypijałam od razu całe 2 litry i potem się męczyłam, a razem ze mną moje stawy kolanowe ... (jestem tego rodzaju osobą, która może zjeść całe opakowanie czekolady, nie umiem zjadać po jednym kawałeczku dziennie, czy ktoś to w ogóle potrafi??)

Nie mogę się doczekać aż łyknę sobie piwo kraftowe np coś od Black Metal Brewery. Na razie karmię piersią i jeszcze niejeden kwas obalę do końca roku.

--------------------------------

niedziela, 20 sierpnia 2017

LINK-LOVE

Jeśli zauważacie u siebie tendencje do wyrzucania jedzenia to należy się Wam plaskacz w policzek. A potem zerknijcie sobie na stronkę NIE MARNUJE. Nie bójcie się kupować nieco już przejrzałych owoców lub warzyw w sklepie - przeważnie lądują potem na wysypisku, ponieważ konsumenci wybierają najśliczniejsze pomidorki czy papryczkę bez najmniejszej plamki. A można z tych już mniej pięknych zrobić przecier lub sos do spagetti. Pytajcie wręcz czy sprzedawca nie pozbędzie się tego za pół ceny! Ostatnio w polskim sklepie kupiłam za grosze dżem śliwkowy, ponieważ zostało 2 dni do końca daty ważności. W innym pani dała mi za darmo 3 flaszki soku pomarańczowego, ponieważ było już po terminie (taka data tylko sugeruje, że coś zaczyna być nieprzydatne do spożycia, ale nie dostaniecie zatrucia pokarmowego, bo cyferki na jogurcie są wczorajsze).

SANDRYNKA to genialny blog o przerabianiu starych gratów i dekorowaniu nimi mieszkania. Cztery kąty Sandry baaardzo mi się podobają! Chyba nic tu nie pochodzi z Ikei. Jednym z jej ostatnich pomysłów to pomalowanie ściany na czarno. Zawsze myślałam, ze to najmniej trafiony pomysł na aranżację wnętrza, teraz się nad tym sama zastanawiam :) Innym blogiem o dekorowaniu wnętrz przy minimalnym budżecie jest STYLE RECITAL - uwielbiam laskę za poczucie humoru, każdy post jest jajowy, zero spiętych pośladków i pisania pod publiczkę. I również uwielbiam za inspiracje jakie mi zapodaje, bo olewa wszystkie najnowsze trendy w stylizacji mieszkań (jak zobaczę jeszcze jedno skandynawskie wnętrze albo łapacz snów to cisnę pierwszym, jawnie hejterskim komentarzem w życiu).

KORNELIA ORWAT stawia natomiast na rezygnowanie z foliowych torebek. Do sklepu zabierajcie wiklinowe kosze, materiałowe torby lub nawet własny papier, w który można coś zawinąć - to przejdzie w sklepie Lush, gdzie niektóre kosmetyki pakowane są w ich papierowe torebki np kule do kąpieli. 

I na koniec świnka Matylda <3

I to wszystko na dzisiaj Kochani! Mam nadzieję, że spodobają się Wam linki i coś zaczerpniecie dla siebie. Stron w internetach od groma i przesiać je w poszukiwaniu czegoś interesującego to spora strata czasu wg mnie. Być może zanurkujecie w śmietniku lub zwrócicie uwagę na spożywcze brzydale w supermarkecie. Powodzenia :)





------------------------------

sobota, 12 sierpnia 2017

ORLY

Brakuje mi na macierzyńskim buszowania po bibliotece. Kiedyś na bezrobociu to właśnie książki mnie ratowały od zwariowania - chodziłam sobie do pobliskiej biblioteki, której zapach uwielbiałam, pogadałam sobie z panią, która akurat miała zmianę. No i mogłam tam spędzić godzinę, nikt mnie nie wyrzucał, nie podchodził, jak w drogerii, i pytał czy pomóc albo śledził, bo pewnie coś ukradnę.

Przeczytałam kilka świetnych lektur, które przywiozłam sobie z Polski, ale o nich bliżej jesieni napiszę :)

Innym moim zabijaczem czasu jest malowanie paznokci - nareszcie sobie mogę poużywać, ponieważ w pracy wymagano ode mnie czystych, krótko obciętych paznokci. Od paru miesięcy używam ORLY i się nacieszyć tą firmą nie mogę. 



Jest jeden nieprawdopodobny plus weganskich lakierów - nie śmierdzą chemią. Mam w dalszym ciągu kilka starych, testowanych na zwierzach lakierów np P2 i China Glaze (kupiłam je, gdy jeszcze były na zielonej liście) i najchętniej używałabym ich nosząc maskę przeciwgazową. Teraz w modzie jest hybrydowanie, akrylowanie czy co tam jeszcze, ale mnie strasznie kręci malowanie paznokci tradycyjnymi lakierami. Co kilka dni robię sobie małe spa dla dłoni i stopek - odpycham, piłuję, masuję i maluję. Relaksuje mnie to, na zadbanie dłoni zawsze znajdę kilkanaście minut. 

Bardzo lubię Cutique Orly do usuwania skórek. Usuwa skór(czyby)ki na śmierć! Jest to glutowata maź, którą nakładam na minutę (po uprzednim peelingu kawowym albo po prysznicu dla dodatkowego zmiękczenia) - po tym czasie odsuwam nadmiar z płytki wykałaczką. 

Natomiast beżyk Prelude to a kiss z mojej kolekcji jest farbką idealną do każdej karnacji i kreacji, taki nudny, nie zwracający na siebie uwagi. Lakier długo się trzyma, oczywiście zawsze używam utwardzacza na wierzch. Ale akurat pod ten kolor nie nakładam bazy - nie potrzebuję jej pod wegańskie, jasne lakiery. Dodatkowego triku jak przedłużyć trwałość lakieru nauczyłam się od Nissiax83 - chodzi o malowanie końcówki paznokcia, sam czubek.

Oba kupiłam w TK Maxxie. Widzę tam często wegańskie lakiery Ciate, kupiłam też SPARitual oraz Butter London. Warto zaglądać do tego sklepu jeśli macie w okolicy! 

----------------------------------------------

piątek, 4 sierpnia 2017

CZEGO NIE LUBIĘ W SZKOCJI

A nawet nie w Szkocji lecz w Edynburgu, ponieważ tu spędzam 99.9% mojego czasu. Z zainteresowaniem przeczytałam taki post o Australii u Dagmary Hicks z Całej Reszty. Obaliła moje stereotypowe wyobrażenie o tym miejscu sielskim-anielskim. 

Jak przyjechałam do stolicy Szkocji to wydawało mi się, że miasto jest czyste, ludzie przemili, pogoda idealna, a zarobki cudowne. Co mi uciska nagniotki?


ZA DUŻO LUDZI NA METR KWADRATOWY:

Edi to miasto żyjące turystami. Ale w sierpniu jak zleci się ich cała masa na festiwal to tych ludzi jest kilku na centymetrze kwadratowym - nijak dojechać do pracy, uczucie klaustrofobii, ścisk, hałas, brak wolnych miejsc w knajpach, spóźnione autobusy. Jest naprawdę kolorowo i miło, ale wielu stałych mieszkańców ucieka na 3 tygodnie z miasta na wakacje. Często wynajmują swoje mieszkania przybywającym na czas festiwalu, zerkajcie na citylets.



PSIE KUPY:

Niby wszyscy sprzątają po swoich psach, ale dlaczego w takim razie bez przerwy nadziewam się na rozdeptaną psią niespodziankę? Dosłownie kilka dni temu szłam za facetem z psem, weszłam do szmateksu na rogu mojej kamienicy i jak wyszłam to prawie nadziałam się na cieplutką i parującą kupkę, a facet znika w klatce. No comment.



BRAK WARZYWNIAKA POD BLOKIEM:

Nie ma tu czegoś takiego. Wszystko jest pakowane w folię i tylko w supermarkecie. Nie kupisz czereśni albo fasoli na wagę. Zdarzają się takie rzeczy w dużym markecie. Ale to nie to co stary, dobry warzywniak. Nigdy nie kupiłam w Edynburgu np pachnącej natki albo szczypiorku. Z grzybów są tyko pieczarki. Ziemniaki i truskawki - blee. Nie ma śliwek węgierek! Babcia sprzedająca pod sklepem produkty z działki? Zapomnij - wszak jesteśmy w Unii! Z zakupów zawsze przynoszę kilka opakowań plastikowych pojemników, w które są wsadzone owoce + całość jest zafoliowana. Koszmar ekologa.



KORKI KORKI:

Osobiście nie prowadzę, ale wszyscy zmotoryzowani narzekają, że w mieście jest za dużo aut, autobusy są przepełnione i się wleką.



USŁUGI:

Gdy pracowałam od pon-piątku pomiędzy 8.30-17.30 to aby cokolwiek załatwić na mieście musiałam brać dzień wolnego. Banki do 15, lekarz przyjmuje do 16. W sobotę żadne biuro nie pracuje, więc aby złożyć papiery o wynajem mieszkania to trzeba było się urwać z pracy wcześniej. Czasem przyjdziesz do dentysty i uderzysz się o klamkę, ponieważ załoga ma w okolicach południa przerwę na godzinny, niepłatny lunch. I nie zapiszą Cię choćby mieli jeszcze 10 min przerwy, a zarejestrowaliby cię w 30 sekund (u mnie w pracy to zauważyłam). Musisz przyjść za 10 min, koniec dyskusji!



GP I DENTYSTA CZYLI NFZ NA WYSPACH:

Nie lubię. Dodzwonić się do nich nie ma jak - trzeba osobiście się przejść. Kolejki do lekarzy są tragicznie długie. Wolę iść do lekarza w Polsce (prywatnie, bo u nas nie płace taxów). Moja pierwsza wizyta u GP była nieprzyjemna: starsza kobieta w białym mundurku wypytała mnie o wagę wzrost, kod pocztowy etc i ....tyle. Good bye! No a ja przyszłam z konkretnym problemem, na dodatek wzięłam dzień wolnego w pracy. Ona miała dla mnie tylko 15min, kolejny pacjent czeka, a musi skończyć punkt 16. Widać, że się śpieszą. To samo u dentysty: wszyscy są odliczeni co do minuty i jeśli masz dziurę to dentysta zaklei ją tymczasowo i musisz umawiać się na kolejną wizytę. Coś takiego mnie nie spotyka w Polsce. Jak przychodziłam do lekarza rodzinnego to zawsze pytał jaki problem, czy coś mi dolega, jak mama się czuje? Kojarzy całą rodzinę. U dentysty natomiast od razu pełny pakiet: usuwanie kamienia, plomba, zdjęcie rtg.



DESZCZO - WIATR:

Lubię deszcz, naprawdę mi on tu nie przeszkadza, zwłaszcza, że są to przeważnie kapuśniaczki kilkuminutowe, a nie ulewa z gradem i piorunami. Bardziej wkurza mnie zawsze dmący wiatr. Nie zrobię sobie tu fryzury jak z reklamy (bo nie umiem i nie warto), nie przejdę się z rozpuszczonymi włosami, bo mam wieczorem kłaki nie do rozczesania. No i sukienki - o baloniastych, szerokich, lekkich zapomnij, bo będziesz musiała je przytrzymywać w kroczu przez cały pobyt tutaj. Parasolka wam tu nie potrzebna, bo jak dmuchnie to zostanie sam szkielet.



WILGOĆ:

Jeśli wydaje się Wam, że deszcz jest w Polsce okropny to pamiętajcie: wydaje się Wam. W Szkocji w okresie letnim pada przez większość czasu, ludziom pleśnieją ubrania w szafach, w mieszkaniach do wynajęcia często wali domestosem, ponieważ ktoś pleśń starał się przetrzeć wierząc, że to coś da. W łazience pleśnieją mi nawet tubki z mało używanymi kosmetykami. Reumatyzm to najczęstsze schorzenie występujące u starszych ludzi. Miejscowi podsumowując najcieplejszą porę roku powiedzą: lato było w tym roku w środę, po południu! Tutaj nie ma czegoś takiego jak słoneczny dzień - zawsze popada. Gorzej jest chyba tylko w Irlandii.

WSZĘDZIE WYKOPKI:

Miasto jest stare i co chwila coś tu pęka, podmaka, wilgotnieje, wali lub buduje się. Zwłaszcza ulice są jak paczwork. Przyjedź do stolicy Szkocji i poczuj się jak na polskich drogach! - powiedziałabym kiedyś, ale podziurawione jak ser rodzime drogi to już historia.


Fotosy - Barbara


WSZĘDOBYLSKIE How are you? Fine:

A potem kolejne pytanie: how was your weekend/last day/day off? I trzeba się podzielić tym, że zjadło się kolację/obejrzało film/pogrzebało w nosie, pomimo tego, że poprzedniego dnia widziało się te osoby i każdej opowiedziało planach na wieczór.... Nie mogę się do tego przyzwyczaić. Serio, trudno mi czasem przychodząc z rana do pracy wyłuskać z siebie owe ,fine-how-are-you?' To forma grzecznościowa, ale ja z rana nie muszę się z nikim komunikować; tak niestety mam, że mogę warknąć F Off!

PAPIEROCHY:

Tutaj kopci każdy. Nie ma spaceru, w czasie którego ktoś przede mną nie ćmiłby szluga. Kosze obok przystanków są oblegane przez palaczy. Każdy niby walczy z nałogiem, ale w Edynburgu chyba nikt tego serio nie traktuje.


------------------------------------------
MARY BLACK NO FRONTIERS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...